Dzikusy, „pigmeje”, ludojady…

DZIKUSY, PIGMEJE, LUDOJADY

Wkurzam się. Zdarzyć się to może każdego dnia. Zdarza się każdego tygodnia. Każdego miesiąca. Kwartału. Roku. Niezawodny pewniak. Wściekam się bezceremonialnie. Na samą myśl lawina gorąca uderza do głowy, ciśnienie torpeduje mózg z siłą odrzutowca. Nie idzie mi tego przełknąć. Nie idzie. No nie!

Żyjemy w dżungli. Bądź jak kto woli… na prowincji. W zapadłym skansenie. Zaścianku zagrzebanym gdzieś w czasoprzestrzeni między ludojadami a pigmejami. Jesteśmy pożeraczami, nadżeraczami, użeraczami… pigmejami normalności, kultury i przyzwoitości. Jesteśmy tyci, tyciusieńcy. Ot, takie wyrafinowane karły przyzwoitości. A tak! I nie zmienię zdania, choćby mnie kto młotem walił po głowie. Nie zmienię, bo nie. Tak, drodzy Państwo. Chełpimy się erudycją, afiszujemy się z naszą kulturą tą zapewne wrodzoną i tą niby nabytą, defilujemy napuszeni niczym pawie w Ogrodzie Saskim. Jesteśmy wszak ucywilizowani, oczytani, niejednokrotnie wykształceni, mamy swoją wartość. Co prawda raz po raz zaleje nas fala wstydu, bo ktoś, bo coś, bo jakiś, jakaś, jacyś… Tak, tak, ale to przecież nie my. To oni. My  jesteśmy nieskazitelni. My zawsze wzorowi. Wypinamy pierś. Tylko jakoś nikt nie śpieszy przypinać medalu.

Uwaga! Na miejsca, gotowi… Start!

Naród sprinterów, narwańców i krzykaczy… Wszystko musi być na już, na teraz. Poczekać chwilę? Odstać swoje? Co to, to nie! Mam być pierwszy. Mnie się śpieszy. Bom zarobiony. Bom wyjątkowy. Bom najważniejszy. Stoi więc jeden z drugim w wielkometrażowym molochu i namierza niczym snajper. Komunikat: brak wolnych miejsc przy kasie. Zaczyna się więc naliczanie, odliczanie, szacowanie ładowności i tonażu.  Oczy rozbiegane, podkręcone manią wygranej, zaćmione furią. Słowem: wzrok szaleńca. Fanatyzm w czystej postaci. Sonda puszczona w ruch. Cel namierzony. Szalony galop do kasy.

A niechże się która zwolni. Niechaj otworzy swe podwoje. Rajdowcy ruszają z kopyta. Bez ofiar się nie obejdzie…

Jakby sobie taki jeden z drugim poradził – dajmy na to – w pełnej ogłady Szwajcarii? Niepojęte.

Dziki kraj, dzicy ludzie.

Numerek bajerek…

Przybywasz na godzinę, z przydzielonym numerkiem. Jest porządek, struktura, hierarchia. Słowem: ład. Tak, tak… Jest… w Twojej głowie… Przekraczasz próg i wpadasz w mroczny kanał. Czeluście piekielne. Pod ścianą tkwi armia zniecierpliwionych rekonwalescentów. Niejeden z tępym wzrokiem troglodyty. Akurat tego konkretnego dnia każdy z tych osowiałych cherlawców zapadł na  postępujące błyskawicznie schorzenie. Byle sekunda na wagę złota. Nie ma czasu na oczekiwanie. Trzeba przeć. Siłą taranować sobie wejście do gabinetu. Numerek? Kolejność? Szmery bajery. Kto pierwszy, ten przeżyje.

Dzicz, kompletna dzicz.

Ciężarna, inwalida, czyli pojazdy nieuprzywilejowane

Poczta, apteka, sklep, plac parkingowy… Przywileje? Specjalne względy? Równość ma być i już. Gdzie się tu będzie pchała ta jedna z tym drugim? Jeszcze brzuchem wszystkich naokoło omiata albo „gablotą” po nogach przejedzie! Magnateria dawno wyginęła niczym prehistoryczne gady. Teraz każdy równy, każdy jednakowoż uprawniony, każdy ma prawo, każdy ma względy. Porządek kolejkowy ma być i basta! Tylko to miejsce ze znaczkiem na parkingu tak w oko kłuje… Jedzie więc dalej, bo jeszcze mandat rąbnie po kieszeni…

Degrengolada absolutna.

Wolna amerykanka

Wlec się po ekspresówce? Wpuścić tułacza na pasy? Chodnikiem po jednej stronie? Trzymać się regulaminu, przepisów, dekretów? A gdzie tam! Nie ma mowy! Sami ustalamy reguły. Jesteśmy panami…. możnowładcami… ustawodawcami i wykonawcami… Taaak… chodząca legislatywa i egzekutywa zarazem. Hegemoni dziurawych szos, mocarze z bożej łaski… Byleby tylko po swojemu, byle tylko nagiąć, przegiąć i zagiąć. Byleby tylko dać weto.

Siedlisko anarchii i już.

Życzliwi „łoptymiści”

Masz dobry dzień. Podążasz z uśmiechem celem załatwienia sprawunków, interesów tudzież obowiązków. Sklep, urząd, salon sprzedaży – nieważne. Wszędzie obowiązkowo ta sama etykieta: wypaczona grymasem kamienna twarz. Każdy zatrudniony za karę, każdy odpracowuje przymusowe prace społeczne, każdy odrabia pańszczyznę, względnie odbywa nakazany odgórnie wyrok. Biedni pokutnicy, pokrzywdzeni przez wredny los biczownicy, przygaszeni asceci rzecz jasna. Wyzbyci z radości, uśmiechu, życzliwości. Mumie, posągi, mruki.

Brak mi słów.

 Wszystko to wysysamy z mlekiem matki. Dziedziczymy jednoznacznie w genach. Wryły nam się te cudne przywary w mózgownicę i nie popuszczają. Winy w tym naszej nie ma za grosz. Taki los po prostu nam zgotowano. Gdzieżby szukać winy w sobie? Gdzie? Przecież zabory, przecież okupacja, bida, odwieczny wyzysk, przecież to i tamto. Oddychamy z ulgą. Nie, to nie nasza wina. To oni, to spirala wrednej historii, to okupant i zaborca, sąsiad i sąsiadka, życie. To ono, oni, one! Nigdy my.

Może w końcu czas się rąbnąć zdrowo w głowę?

Wszystko to pic na wodę fotomontaż. Jesteśmy popsuci do szpiku kości, gnijemy od środka i wcale nam to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie! Upajamy się tym naszym smrodkiem. Każdego dnia żyjemy w jego oparach. Dziczejemy.

A może to ja robię z igły widły? Może niedowidzę… niedosłyszę…?

Może olśniewający blask naszych cnót mnie po prostu oślepił?

 

Skomentuj

41 Replies to “Dzikusy, „pigmeje”, ludojady…”

  1. Bardzo mocny i prawdziwy tekst. W punkt. Doskonałe podsumowanie naszych zachowań…

  2. Cóż wydaje mi się, że takie zachowania zawsze były i będą. Chociażby przysłowiowe „Pan tu nie stał” Nie zgodzę się tez z tym, że wysysamy z mlekiem matki 🙂 Jakbym miała być taka jak moja mama to …. 🙂 🙂 człowieka kształtuje wszystko co na swojej drodze napotyka. Pozdrawiam i uszy do góry. ps. każdy ma czasami kiepski dzień 🙂

  3. Moim zdaniem, trochę generalizacja i szukanie wad na siłę :/ owszem, jak każda narodowość, mamy ich wiele. Brak uśmiechu, nieraz uprzejmości – a może warto jednak poszukać zalet? Zapewniam, że mamy ich wiele 😉
    Nie krytykuję, bo rozumiem wzburzenie, być może wywołane chwilą 🙂

    1. Eeee tam na siłę. Tekst powstał w niecałą godzinę 🙂 szło, jak woda. Opinie o narodach z zasady oparte są na generalizacjach. Ogół promieniuje na jednostkę. Ja też wcale nie poczuwam się do tych wytkniętych przeze mnie samą zachowań. One mnie po prostu rażą, a niestety zdarzają się nagminnie. A jeśli chodzi o wspomniane przez Ciebie zalety, to nie dalej jak dziś wrzuciłam kolejny tekst. Ponownie nie jest to tekst lekki, łatwy i przyjemny, ale… jeśli dobrze zrozumieć moje intencje, to jednak bardzo optymistyczny i pozytywny. Pozdrawiam

  4. Dobrze widzisz! Doświadczam tego ostatnio na własnej skórze. Po operacji przez długi czas poruszałam się na wózku, nie mogłam siedzieć. W poczekalni miałam wrażenie, że za chwilę mnie oskubią, bo lekarz zaproponował, żebym weszła bez kolejki…Podniósł się krzyk, że przecież Ktoś tu siedzi od 5.30!
    Zupełnie nie wiem po co, skoro lekarz przyjmuje od 11…

  5. Często obserwuję te niezbyt korzystne zmiany w trendach społecznych, jak bardzo pospiech w życiu zawodowym i prywatnym dyktuje pewne zachowania.
    Bookendorfina

  6. Niestety /stety dziś piątek i wszystko co piszesz stanie się jeszcze bardziej realne.
    Pozdrawiam

  7. Jaki ten tekst jest prawdziwy. Napisany w taki fajny sposób, pomimo tego, że jest zabawny, to w rzeczywistości smutny. A dlaczego? Bo jednak jest to cała prawda o naszym społeczeństwie.

  8. Odkąd przestałam się przejmować społeczeństwem i dzikusami w piątek przy kasie w Tesco, jestem zdrowsza, zajmuje się sobą, zakupy robię online i lżej mi na duszy :).

    1. No i bardzo dobrze 🙂 Ja mam zresztą podobnie. Tekst pisałam po wizycie u lekarza, a tego – jak wiesz – już się nie da załatwić online 😉 Warto jednak wrzucić na luz, bo inaczej człowiek by oszalał. Pozdrawiam!

  9. Masz rację – dokładnie tak jest. Pracowałam kiedyś w markecie, gdy jeszcze studiowałam. Ludzie to kompletna dzicz. Wypłata i hej do przodu, samym spojrzeniem zrównają Cię z podłogą, jeśli jesteś pracownikiem.
    Teraz pracuję w szpitalu. Jestem pielegniarką anestezjologiczną, interwencyjną. Zdarza się, że jesteśmy wzywani na oddział do reanimacji, a gdy jest udana, transportujemy pacjenta na oiom. Mamy duże łózko, respirator, masę sprzętu, głośno pikające monitory, bo sytuacja może się powtórzyć za sekundę albo minutę. I czasem to ręce opadają, gdy ludzie na korytarzu nie chcą nam ustąpić miejsca, trzeba prosić o miejsce po 3 razy, aby tym łózkiem z pacjentem przejechać. A najgorzej w windzie. Na szpital są tylko 2 windy, które bardzo wolno pracują. Czasem naprawdę trzeba się natrudzić, aby wyprosić kogoś z windy, inaczej się nie zmieścimy wszyscy z tym wszystkim. Każdy musi być pierwszy, szybszy. Ludzie myślą tylko o sobie.

  10. Mam nadzieję, że jednak jakimś cudem to wszystko zacznie zmierzać w lepszym kierunku… Chociaż wiele w tym co piszesz racji i jest to zatrważające.

  11. Sama ostatnio miałam takie przemyślenia, czym dłużej żyję tym zmiany są niepokojące. Mam jednak nadzieję, że gdzieś przyjdzie opamiętanie……

  12. Obserwuję młodzież pracując w szkole i napisze krótko – będzie jeszcze gorzej!!!

  13. Dobrze, że to tylko pewien wycinek świata i można znaleźć w nim też sporo pozytywów. 🙂

  14. Ja mam identycznie… Ten świat ehh…

    1. Gosia, tak źle nie jest 😉 Mamy też świetlane strony, naprawdę 🙂 Wiesz… nic nie jest czarno-białe.

  15. Tak, w naszych czasach pośpiech to głowny znak, nie wiadomo ,po co ani dokad, byleby szybciej! Nic dziwnego, że czasem człowiek wychodzi ze swej równowagi ,albo ma ochotę komuś wykrzyczeć w twarz ,że ma się dość takiego życia.
    Co lepsze w tych czasach, te dziwne spojrzenie ludzi kiedy jesteś pojazdem uprzywilejowanym i chcą cię przepuścić, a ty spokojnie odpowiadasz „Nie dziękuję, ja mam czas”.
    Ważne by nie zwariować 🙂

    1. No i tego warto się trzymać. Czasem ktoś niespodziewanie poda Ci pomocną dłoń, ktoś sam przetransportuje na początek kolejki, ktoś pomoże spakować zakupy itp. I takie sytuacje się zdarzają. Ważne, aby było ich jak najwięcej 🙂

  16. … może i sporo takich sytuacji, ale też dużo jest zupełnie odmiennych, na szczęście.

    1. Jasne, że są i odmienne sytuacje. To tylko wycinek rzeczywistości 🙂 Jest tu gorycz, jest krytyka, jest nawet trochę złośliwości, ale to wciąż tylko wycinek.

  17. Wiele w Twoim tekście jest prawdy. Gonimy, nie patrząc na innych, widzimy tylko czubek własnego nosa, gdzież tam się uśmiechnąć do kogoś lub zagadać w windzie. Nawet jeśli to następuje, to często dlatego, że chcemy być „nowocześni”. Chciałabym, żeby to było naturalne…. Wiesz….ale myślę, że możemy uczyć tego nasze dzieci. Myślę, że może być lepiej.
    Przez długi czas mieszkałam w dużym mieście. W mieście, które jeszcze kilkanaście lat temu było kojarzone z ciężkim przemysłem i ponurymi górnikami, o zmęczonych, zarobionych twarzach oraz ich żonami, które z zaciśniętymi ustami co tydzień myły okna (ten wyraz twarzy już im taki pozostał). Ale zmieniało się. I się zmieniło. Dziś Katowice w niczym nie przypominają tych, do których wprowadziłam się 16 lat temu. I nie tylko zewnętrznie. Ale… to ludzie się zmienili. Są miejsca, gdzie naprawdę, aż miło przebywać. Jest uśmiech, jest życzliwość, jest to naprawdę naturalne. Widzę to dokładnie między innymi dlatego, że wyprowadziłam się z Katowic do małego miasteczka nieopodal. I widzę różnicę. Tam jest już ok…. a tu ….szkoda gadać. Tu nie ma uśmiechu, to nie ma życzliwości, tu jest tylko ja…..ja……ja!!!. Skoro tam mogło się zmienić to tu i wszędzie też może. Bądź dobrej myśli, ja jestem :-)!!!!!

    1. Cześć 🙂 Masz zdecydowaną rację. Jakaś tam nadzieja się tli, bo jednak mimo wszystko europeizujemy się. Nabieramy ogłady, mniej w nas jakiejś tam buńczuczności, odwiecznej smuty, negatywnych emocji. Łzawa historia powoli odchodzi do lamusa (abstrahując od polityków) i to bardzo dobrze. Jeszcze tylko kuleje nasze poczucie własnej wartości. Mamy te jakieś niepotrzebne moim zdaniem kompleksy polskie, ale i te być może kiedyś dokonają żywota. Te mniejsze miejscowości, o których piszesz, zmagają się z brzemieniem prowincjonalizmu, który niestety w polskich realiach się pogłębia. Małe miasteczka wciąż są spychane na margines. Bardzo często odbiera im się szanse na rozwój, ładując głównie w większe ośrodki miejskie. To rodzi niezadowolenie i frustrację, co z kolei przekłada się na sposób myślenia tutejszych ludzi. Niestety. Różnice w funkcjonowaniu mieszkańców dużych i mniejszych miast są czasem kolosalne. Zdecydowanie masz rację.

  18. Niestety ciężko czyta mi sie ten wpis. Zbyt wiele słów nacechowanych negatywnie. Dolujące. Nie zgadzam sie z twoim spojrzeniem na świat:(

    1. Moje spojrzenie na świat nie jest aż tak negatywne 🙂 Jeden wpis nie załatwia sprawy. Owszem jest gorzki, nawet bardzo, ale… czy tak naprawdę niesłuszny? Jest krytyczny, polemiczny, sarkastyczny, być może nawet nieprzyjemny, ale jakieś źdźbło prawdy w tym błotku pływa 😉 Wystarczy stanąć i pomyśleć czy aby któraś sytuacja się w Twojej obecności nie zdarzyła… Tyle. Gdyby pisać tylko łatwe, przyjemne teksty, świat w końcu zszedłby na zupełne dno. Czasem trzeba zebrać się na odwagę i napisać coś niepopularnego, nawet niestrawnego, coś, co jednak zmusi choć jedną osobę do refleksji. Choć jedną.
      PS. Cieszę się, że weszłaś w polemikę z moim punktem widzenia. Brak mi tylko namacalnych kontrargumentów 😉

  19. Hm… Mnie jest szczerze mówiąc obce to, o czym piszesz. Jeśli idę na zakupy – tylko ze słuchawkami w uszach. NIe chcę kontaktu z obcymi ludźmi, niepotrzebnych rozmów czy „wymiany luźnych uwag” – bynajmniej nie dlatego, że czuję się lepsza. Po prostu nie jest mi to potrzebne do szczęścia. Jasne – jeśli ktoś poprosi o przepuszczenie w kolejce, a ma jedną-dwie rzeczy – przepuszczę. Nie parkuję na miejscach dla inwalidów, jestem uprzejma, jeśli już zdarzy mi się wejść w interakcję z innym człowiekiem, ale tak naprawdę wpasowuję się w kanwy tego, czego się ode mnie oczekuje. Mnie to wszystko nie jest na co dzień potrzebne. Raz na pół roku zdarzy się, że nagle zechcę gdzieś wyjść, a później prez tydzień odchorowuję. Uważam, że wrzucanie wszystkich do jednego worka jest co najmniej niesprawiedliwe – nigdy nie wiesz, co kieruje innym człowiekiem, dlaczego jest niezadowolony, smutny czy nie chce z Tobą gadać. Nie ma zresztą takiego obowiązku. Tak że… Łatwo jest oceniać. 🙂

    1. Opinie na temat społeczności, narodów na ogół są swego rodzaju generalizacją. Zawsze jakaś tam nieokreślona większość stymuluje opinię na temat ogółu, mimo że mniejszość może być zupełnie innego sortu. Mnie w tym wpisie raczej chodzi o pewien poziom kultury ludzi w danym kraju, bo jaki ten poziom jest, każdy widzi. Ja też jako jednostka wcale nie biegam do kasy, a kiedy zwalnia się miejsce obok nie rwę na złamanie karku, byleby tylko szybciej skasować rachunek. Ja raczej oczekuję pewnego porządku. Mnie w tej przytoczonej Szwajcarii za każdym razem uderza fakt, że w momencie otwarcia nowej kasy, nikt do niej nie gna, tylko kolejni klienci czekają aż ci już oczekujący kolejkowicze do niej przejdą(!) Wyobrażasz sobie coś takiego w Polsce?! Nie ma takiej opcji. Tutaj zdarza się notorycznie, że do nowo otwartej kasy po prostu podejdzie lub raczej podbiegnie nowa osoba, skasuje i wychodzi, a reszta dalej stoi i czeka. U lekarza dostajesz numerek, przychodzisz na przydzieloną godzinę, jest Twoja kolej, a ludzie robią ci zarzuty, bo dopiero przyszłaś, a oni już tu siedzą. Nieważne, że przydzielona im godzina jest późniejsza. Już o łamaniu przepisów na drodze nie będę wspominać, bo to po prostu norma. Normą jest łamanie prawa, łamanie przyjętych zasad. Normą. Straszne to.

    2. Książkowe powroty ja mam takie pytanie do Ciebie – dlaczego zakładasz te słuchawki, dlaczego raz na jakiś czas gdzieś wychodzisz? Powiesz, że nie masz takiej potrzeby, że odpowiednio czujesz się w swoim introwertycznym poukładanym świecie, że Cię to nie interesuje, a wreszcie co mnie to interesuje? Pytam ponieważ zaskoczył mnie Twój tak negatywny komentarz. Chcę Ci powiedzieć, że nie zrozumiałaś intencji Autorki (spójrz na jej bogaty zasób słownictwa wypływający z erudycji, jej elokwencji). Nie chciało Ci się spojrzeć na całokształt pracy piśmienniczej na blogu, bo gdybyś spojrzała nie osądziłabyś w ten sposób. Czytałaś post „Przespać życie”? Ja czytałam, po kilka razy. I żaden inny nie poruszył mnie tak od dawna. Czy nie uważasz, że po jednym wpisie, nawiasem mówią niesamowicie trafnym i prawdziwym – sama wrzuciłaś ją do swojego worka i to też jest niesprawiedliwe (tak napisałaś). Tekst ten jest odzwierciedleniem części naszych ulic, kolejek, życia w społeczeństwie. Gdzie są jednostki pozytywne, bezinteresowne, pomocne ale tez… przykładowo takie jak Ty – właśnie to pokazałaś. Pewnie już tu nie zajrzysz, bo po co, opisałaś negatywne emocje (do których pewnie masz prawo) i jest Ci tak wygodniej. A może zajrzysz i też do mnie napiszesz kilka swoich słów. Tylko ja już jestem raczej odporna i tak jak napisała Autorka – Lidia, w tekście do którego już Cię odesłałam – już nie stchórzę 🙂 Lidia ma rację – jesteśmy po części taki społeczeństwem, a ten tekst, miał nam to pokazać, niestety udało się. Nie mam ochoty być uprzejma na siłę, już nie.

  20. Straszna ta rzeczywistość…. Dobrze że nie wszyscy tacy są i w ten sposób patrzą na otaczający świat.

  21. Dlatego do molochów wybieram się z rzadka, a przed wszelakimi świętami zamawiam online. Tylko kolejek u lekarzy nie da się niestety ominąć, na szczęście rzadko choruję, a jak już, to zazwyczaj leczę się sama. Wolę slow life niż walkę o towar. 😉

    1. No ja mam dokładnie to samo, ale lekarzy… czasem nie da się niestety ominąć. Mnie ostatnio z nimi po drodze 🙁

  22. Bardzo dowidzisz i bardzo dosłyszysz. Niestety. W naszych ludziach, jest co raz mniej ludzkich, empatycznych, czułych odruchów

    1. Takie czasy – można by rzec… Ale ja coś tak czuję, że to byłaby kolejna wymówka niestety :/

  23. Och!Wychowanie says: Odpowiedz

    Myślę, że świat nie jest ani dobry ani zły. Jest i taki i taki. My dorośli na ile się da możemy wybierać, odpuszczać to, co da się odpuścić. Co do dzieci myślę czasem, że warto im niekiedy pozwolić na doświadczenie (na ich miarę oczywiście) tej ciemniejszej strony, choćby po to, by nauczyły się radzenia sobie z tymi nieprzyjemnymi sytuacjami. Pozdrawiam 🙂

  24. Zawsze, jak przyjeżdżam do Polski to mam właśnie wrażenie, jakbym była w dżungli… Nie wiem, co ci ludzie tacy nerwowi… Mi naprawdę 5 minut czekania różnicy nie robi.

  25. Nie robisz wideł z igły, tykko dobrze podsumowujesz także moje spostrzeżenia… :/

  26. Smutna prawda. Niestety 🙁 Sami stworzyliśmy świat ‚na już’ i uczymy przetrwania w tym świecie nasze dzieci. Czy mamy szanse zwolnić? To zależy tylko od nas.

    1. Obawiam się, że nawet jeśli wpoimy swoim dzieciom inne wartości, to albo zrobimy im tym krzywdę (bo nie odnajdą się w tej dżungli) albo się po prostu dostosują do tutejszych reguł gry. Wiem, że to niepoprawne i niepopularne, co napiszę ALE jednak: są narody bardziej cywilizowane od nas. Niestety. Trochę naturalnie uogólniam, ale jak jest i jakie standardy tu obowiązują, to już każdy widzi.

  27. Smutne i jakże prawdziwe. Sprinterzy do kas to odrębny gatunek. Jak taki dopadnie taśmociągu, to zaraz odwraca się triumfująco, a jego wzrok mówi dobitnie: „Ma się ten spryt! Kto za mną, frajer! He he he”.

    1. Gdyby nie było to prawdą, mogłabym się nawet z tego śmiać, o czym piszesz. Kurczę… no niestety jakoś nie mogę :/

  28. Klaudia / Ja Zwykła Matkaa says: Odpowiedz

    Biegną nie wiadomo dokąd, nic nie widzą I nie słyszą. Powiem Ci tak, czasem spada na Nasze życie wydarzenie, doświadczenie , dobre czy złe. Niestety częściej Złe -które otwiera nam oczy na świat. Zaczynamy dostrzegać, kwiaty, niebo, tęcze, zamyśloną staruszkę na ławce……

Dodaj komentarz