Idealoza! Ratuj się, kto może!

idealoza

Idealoza… symptomy

Otwierasz drzwi. W progu znajoma z dzieckiem. Stajesz sztywna jak deska i silisz się na uśmiech. Ona rozanielona, przepojona entuzjazmem, wręcz kipi życiem. Ty osobiście czujesz, jakby powietrze  uchodziło z każdej kończyny… Mózg też nie daje rady… Ale nie! Nie możesz dać po sobie poznać, że jesteś wypruta, wyssana do granic możliwości. Jest przecież dobrze, wspaniale, wręcz idealnie! Po wizycie czujesz się jeszcze gorzej. Przejechał po Tobie kilkutonowy walec. Jej maluch siedział. Nie! Tkwił nieruchomo przytwierdzony do kanapy, ani na chwilę nie drgnął.

Zawstydzony? – pytasz.

„Nie, nie – moje dziecko jest bardzo grzeczne” – obrusza się chodząca doskonałość.

Cóż… na Twoje nie działa żaden niewidzialny, magiczny klej. Biega, skacze, fruwa po całym pokoju. Non stop. Wyszli. Podchodzisz do okna… Zza firany widzisz skrzywioną twarz kobiety, która ostentacyjnie gani i łaja swoje bardzo grzeczne dziecko… Spektakl teatralny? Nie, życie.

Wszędobylska presja

Uśmiechnięte, przepojone satysfakcją mamy. Dumni, przedsiębiorczy ojcowie. Rozkoszne, przebojowe, odważne dzieci, których głowy puchną od nawału wtłaczanych im mądrości. Koleżanki żywiołowo opowiadające o sukcesach swoich latorośli. Energiczni, odurzeni wizją niechybnej kariery współpracownicy. Żądni optymizmu znajomi.

Istne szaleństwo! Daliśmy się zwariować. W dzisiejszym świecie nie ma mowy o niedoskonałości.  Żyjemy pod wieczną presją bycia bezbłędnym, perfekcyjnym, najlepszym, najmądrzejszym, najbardziej kreatywnym. Wszystko musi być NAJ… NAJ… NAJ… Nie ma tu miejsca na słabość, na chwilowe kryzysy, brakuje go nawet na dylematy rodzicielskie. Niedoróbki i usterki pozostaje zatem tuszować. Regały sklepowe uginają się przecież od genialnych superporadników, które niczym wyrocznia doskonalą i wybielają nasze życie.

Co jakiś czas przekopujesz Internet w poszukiwaniu recept na bycie doskonałą matką/doskonałym ojcem. Czy oznacza to, że nią/nim będziesz? Te wszystkie złote porady przepełniają obolałą głowę, co w gruncie rzeczy paraliżuje i infekuje macierzyństwo, ojcostwo, całe to przebadane i przeanalizowane na wskroś rodzicielstwo. W końcu zatracasz sens, normalność i rozsądek, bo nie wiesz tak naprawdę, jak postępować ze sobą i własnymi dziećmi.

Intuicja w odwrocie

Daliśmy się skołować, otumanić i uwieść. W którymś momencie zaszczepiono nam w głowach pęd za jakimś fanatycznym, niedookreślonym ideałem. Nie można, nie wypada wręcz wyjść poza ramy, stanąć twarzą w twarz i powiedzieć gorzko: mam chwilowo dość, dziś jest mi źle, wczoraj też nie było tak różowo. Spektakl rozkręcony, więc odgrywamy swoje wyidealizowane role… Tylko kto naprawdę szarpie za sznurki? Czy aby na pewno my?

Pogubiliśmy się, daliśmy wkręcić w niewidzialne tryby. Przywykliśmy do wszędobylskiego lukru.  W głowie mamy cały katalog instrukcji obsługi wszelakiego rodzaju. Instruktaż obsługi dzieciaka, partnera, dziadków, wujków, pracodawców, podwładnych, współpracowników, a nawet psa i kota! Bunt dwu-, cztero- i czterdziestolatka, kompleks Piotrusia Pana, syndrom stażysty i inne tego typu pseudonaukowe farmazony, które niepotrzebnie zaśmiecają nam głowę.

Poszukujemy pomocy wszędzie wokół, tylko poza samymi sobą. Zawierzamy poradnikom, domorosłym psychologom i doradcom, zapominając o tym, co najważniejsze: naszej intuicji. Zanim podejmiemy akcję, analizujemy wszystkie za i przeciw, spisujemy listę potencjalnych zysków i strat.  Coraz mniej w naszym zachowaniu instynktu, serca i wyczucia; coraz więcej kombinacji i kalkulacji.

Weź, daj na luz

Nikt nie był, nie jest i nigdy nie będzie idealny – zrozum to wreszcie i przestań się nadymać, napinać i przeciążać. Być może Twoja rodzina również nie urośnie do rangi wielce szanownej, ze wszech miar cudownej, iście fenomenalnej i nad wyraz podręcznikowej bandy napompowanych manekinów. I dobrze! Każdy z Was ma prawo demonstrować jakieś słabości, kłopoty, problemy, BO TO JEST NORMALNE. Nie pozwól sobie wmówić, że wychodzicie poza jakieś ramy, że Twoje dzieci są wyjątkowo wredne, nadpobudliwe, że partner to kompletny gbur lub mięczak, żeś głupia i nieporadna. Bo takich ram po prostu nie ma. Zamiast ideału poszukujcie miłości, wsparcia, zrozumienia, cierpliwości, czyli tej wypieranej na siłę NORMALNOŚCI.

PS. Czy Was też gdzieniegdzie uwiera taki idealnie skrojony garniturek?

Bo mnie bardzo.

„Zaciszna”

Zapisz

Zapisz

Skomentuj

74 Replies to “Idealoza! Ratuj się, kto może!”

  1. Moja mama zawsze miała ambicje i przelała je na mnie. Bo czwórka (nawet przy szóstkach) była absolutnie do poprawienia i dzięki niej znalazłam swoją drogę tak szybko i wzięłam się w garść. Ale mój przypadek nigdy nie był… trak krytyczny. (?)

    1. Wiesz… dążenie do bycia kimś lepszym, podążanie do zakreślonych sobie samemu celów jest jak najbardziej pożądane. Ważne tylko, żeby te nasze aspiracje były realne, skrojone na miarę naszych możliwości. Pęd za niedoścignionym ideałem to już spadek po równi pochyłej w kierunku wiecznej frustracji

  2. i tylko dzieciaków żal, bo całe życie muszą tańczyć jak mamusia zagra… a w dupe z tym… moje dzieci są dość grzeczne, ale same się takie urodziły… starsza nie miała jazd że się rzuca na podłogę i wrzeszczy bo coś chce, ale też nie była notorycznie upominana… jej pokój swego czasu nie miał podłogi,tzn. nie było jej widać pod stertą zabawek… no skoro jej nie przeszkadza się o nie potykać? w końcu sama posprząta… hehe porządku się nie nauczyła, ale przynajmniej ma dom w którym jest jej dobrze… tak sądzę 😉

  3. Zgadzam się! nic dodać, nic ująć! 🙂

  4. masz lekkie pióro – fajnie się Ciebie czyta, nawet jak poruszasz poważniejsze tematy. W temacie myśli przewodniej tego tekstu – zgadzam się 🙂 ideały są pod Paryżem, zamknięte w muzeum pod hasłem: wzorzec. A w życiu jest.. życie 🙂

    1. Magda, świetne podsumowanie tekstu 🙂 A za opinię na temat moich wariacji słownych bardzo Ci dziękuję!

  5. Dążenie do ideału to droga przez męke. W końcu człowiek orientuje się, że nie tędy droga…

  6. Serio, mam nadzieję, że mi nie odbije i będę normalną mamą normalnego radosnego dzieciaka, co to się czasem i ubrudzi, i stłucze kolano, i coś zniszczy (trudno!)

  7. Przeciwieństwem perfekcjonizmu nie jest niedoskonałość, a elastyczność…

    1. Pięknie powiedziane.

  8. Z tej idealozy później mamy brak wiary w swoje możliwości itd itd..

    1. Otóż to!

  9. Nigdy nie dążyłam do pokazywania siebie inaczej niż zgodnie z prawdą, ale perfekcjonizm był moim przekleństwem i w domu wszystko układałam pod linijkę. Wrzuciłam na luz i już mi lepiej 🙂 I pewnie domownikom też 🙂

  10. Świetny tekst! 😉

  11. Chyba niestety też zachorowałam na to. Znaczy może u mnie to polega na tym, że próbuję wszystko robić perfekcyjnie, wykonywać pracę by ktoś mnie docenił i w ten sposób żebym ja była z siebie dumna. Czasem daje z siebie o wiele za dużo i jestem na krańcu cierpliwości, ale strasznie mnie to też nurtuje bo chcę być najlepsza. Dziwne, mam nadzieję że z czasem mi przejdzie. Świetny tekst.
    Pozdrawiam 🙂

  12. Bardzo fajny wpis. Mnie czasem dopada, przy przeglądaniu idealnych zdjęć, np. na instagramie, jakie to wszystko piękne, idealne, ale wiem, że co innego zdjęcia, to co chce się pokazać, a co innego prawdziwe życie 🙂

  13. Ach, gdzież tam. Taki idealizm zmęczył mnie już dawno temu i nigdzie mi nie jest lepiej, niż w moim nieidealnym świecie. A jaki on wyluzowany! Mmm, sama radocha. 😀

  14. W sumie nikt nigdy nie powiedział czym jest idealna rodzina. I dla większości z nas to będzie właśnie nasza. Bo każda jest wyjątkowa i idealna na swój, własny sposób 🙂
    Pozdrawiam

  15. Moim zdaniem problem leży zupełnie gdzie indziej – zaczęliśmy w dziwaczny sposób definiować „ideał”, przez co sami zapędziliśmy się w kozi róg. Idealna mama, idealny tata, idealna kobieta i idealne życie to stwierdzenie względne – nie ma ludzi bez problemów, a jednak daliśmy sobie wmówić, że niektórzy tak mają. Znam całkiem sporo idealnych rodzin, w których są dni z nieugotowanym obiadem, podłogą klejącą się od czekolady i całą górą prasowania. W tych rodzinach nieumalowana mama w dresach czuje się kobietą spełnioną i szczęśliwą i to czyni ją idealną mamą, która ma prawo do niedoskonałości.

    1. Otóż to. Wszystko zależy od nas samych, a głównie od tego, co tak naprawdę uznajemy za ideał. Bo jeśli jest nim uśmiech i zadowolenie całej rodziny, to chyba warto za nim podążać 🙂

  16. To post właśnie dla mnie! Wiem, że nie da się być idealnym, ale jakoś cichy głos zawsze mi tak podpowiada… super wpis!

    1. Cieszę się, że wpasowałam się w Twój gust. Pozdrawiam!

  17. Tak, ludzie chcą być idealni. Trafione w sedno. Też mnie rozbrajają teksty „moje dzieci to…, moje dzieci tamto…..” z niestygnącym uśmiechem na twarzy. Kiedy rok temu urodziłam córkę leżałam na sali z taką młodą mamą. Ona, totalnie zielona, ja doświadczona (stara matka). Często do niej przychodziła matka i ciotka. Dziewczyna, dla której wszystko było nowe czuła się zagubiona i im bardziej się starała sprostać wyzwaniu (i wytycznym matki i ciotki) tym gorzej sobie radziła. Uczyła się dopiero przewiać, karmić, nosić. Jej goście cmokali sfrustrowani jej „niedoskonałością”. Dawali jej mnie za wzór, co oczywiście było źródłem mojego zażenowania. W końcu zasugerowałam, żeby pozwolili dziewczynie zdać się na intuicję. I….pomogło (bo byłam bardzo stanowcza 🙂

    1. No i to w tym wszystkim chodzi: dać człowiekowi pole manewru, pozwolić stopniowo, nieskrępowanie i samodzielnie rozwijać skrzydła.

  18. Zawsze mnie bawi jak widzę, że ludzie na pokaz próbują mi pokazać i udowodnić, że są idealni i im to wszystko w życiu wychodzi, co zaplanują tak zrobią i zawsze są spełnieni i szczęśliwi. Przecież wiadomo, że każdy ma gorszy dzień i nie zawsze wszystko jest perfekcyjnie. Dzieci to nie maszyny, nie będą grzeczne 24/7, bo to DZIECI. Po co więc pokazywać na siłę, że moje dziecko to jest takie idealne i poukładane i zawsze mnie słucha, skoro wiadomo że to nie jest możliwe!

  19. Z jednej strony mamy rodziców wymagających ciszy i „grzeczności”, z drugiej chcieliby odrobiny luzu dla swoich pociech. Warto jednak nie obkładać się stereotypami i strać się w tym wszystkim zachować umiar i rozsądek. Idealność nie jest zła, ale nie powinna też przysłonić dziecku sensu życia 🙂

  20. Mój syn sam z siebie przez długi czas był taki cichy i grzeczny – wszyscy znajomi go chwalili. Teraz ma niespełna 5 lat i stał się diabłem wcielonym, wiecznie rozbrykanym, z robakami w tyłku i małą pyskującą mordką. Nie zrobię z niego księcia, bo i po co – kocham tego broja takim jaki jest 🙂

  21. Już jakiś czas temu stwierdziłam, że dążenie do ideału, tego z gazet, z internetu, nie prowadzi do niczego dobrego, Trzeba po prostu żyć swoim życiem i tworzyć swoje własne ideały.

  22. Oj tak, zgadzam się z Tobą w 100%. Wszędzie pełno lukru, którego tak naprawdę zwyczajnie nie ma. Wszystko na pokaz. Bądźmy więc sobą, zwyczajnie 🙂

  23. AMEN!!
    Dokładnie tak, nikt idealny nie jest, ludzie przybierają pozy, zakładają maski.
    Pokazują i kreują swoją rzeczywistość. Nie można dać się zwariować.

  24. Bardzo fajny tekst 🙂 Czasami patrzy się na takie osoby, które na pokaz starają się być idealne to do głowy przychodzi jedynie serial „Co ludzie powiedzą?” 😉

  25. Ja takie przesłodzone osoby określam z przekąsem jako „zawsze-Coca-Cola” (w odniesieniu do popularnej niegdyś reklamy) – i unikam ich jak ognia piekielnego. Nie znoszę, kiedy ktoś dosłownie rzyga na mnie tęczą – nie wierzę w perfekcję i nie zadaję się z takimi ludźmi, bo przeraża mnie ich zakłamanie wobec świata i często również wobec samych siebie.

  26. Pamiętam moment, w którym idealizm świata zaczął wpędzać mnie w niebezpieczne meandry depresji. Idealne dzieci, idealne wakacje, idealne domy. Dopiero wypisanie się z wielu grup, odlike’owanie wielu fanpagy sprawiło, że zaczęłam bez trudu skupiać się na swojej idealnej rzeczywistości z koszem pełnym prania, wakacjami nad polskie morzem i radości z wieczornego filmu. Dopiero luz pozwala nam poczuć radość z codzienności. To my powinniśmy stawiać przed sobą wymagania realne do spełnienia a nie dostosowywać się do wymagań otaczającego nas świata.

  27. Och!Wychowanie says: Odpowiedz

    Życie to cały czas uczenie się, poszukiwanie, ale czy znajdziemy złoty środek w końcu ??? To zależy od nas samych 🙂

  28. Uważam, że to całe idealizowanie wychodzi nam bokami. Porównywanie się do innych jest również szkodliwe. A wystarczy wrzucić na luz i czasem pozwolić sobie na moment słabości, tak po ludzku, dla oczyszczenia, rozluźnienia.

  29. O tak, luz to to, czego wielu osobom brakuje i to bardzo.

  30. Ja olewam rady, porady, pierdy i inne życzliwe przytyki na temat tego jak to moje dzieci nauczyłam nosić, spać ze mną, robić co chcą…no i kurtki brudne bo na dworze wiecej leżą na chodniku niż idą. 😂😂😂 mam to w d#&€ a że d!#€ mam pojemną to wiele jeszcze się zmieści 😉

  31. Dla mnie to jest strasznie prawdziwe… Czasem udaję, żeby nie było, że jestem słaba. W sumie częściej niż czasem… Udaję też dlatego, że często nie mam odwagi być sobą, bo inni wydają mi się tacy idealni. Masz na to jakąś radę? Jeśli można, to odpowiedź poproszę na maila, bo.tutaj się do.niej nie dokopię 🙂
    PS Do komentarzy dobry jest Disqs, bo dostaje się powiadomienie na maila o odpowiedzi na komentarz, polecam 😀

  32. A ja mam własnie wrażenie, że coraz bardziej „modnie” jest głośno mówić o tym, że jest się „nieidealną”, czy „nieperfekcyjną”.

    1. I oby się to przerodziło w jakąś trwałą tendencję, zwłaszcza w relacjach bezpośrednich.

  33. „Na szczęście” nie mam dzieci i dlatego wciąż mogę unikać tego dziecięcego wyścigu szczurów. Nie wiem, czy dziś można by było wychowywać dziecko jak za dawnych czasów, gdy usmarowane dziecko to było szczęśliwe dziecko, ale kiedyś spróbuję. A jak nie to rzucę wszystko i wyjadę w Bieszczady 😀

    1. 😀

  34. Świetny wpis, z odrobiną sarkazmu i dużą porcją humoru! To takie polskie, każdy chce być najlepszy, najmądrzejszy, mieć wszystko naj… w swoich podróżach po świecie spotykamy się z zupełną przeciwnością, ludźmi skromnymi, nie dającymi ciągle złotych rad, nie nadęci! Za to zawsze uśmiechnięci, pomocni, cieszącym się życiem! Myślę, że wykorzystują swoje życie bardziej od goniących za naj europejczykami, którzy w pędzie nie dostrzegają już zwykłego piękna i radosnych chwil. Dążenie do ideału ich wypala. Również z pozytywnych emocji!
    Gdybyś miała ochotę poczytać o naszym świecie zapraszam http://mmenelmundo.blogspot.com/search/label/Boliwia%20-%20La%20Paz%20-%20Targ%20Czarownic

    1. Masz dużo racji. Jest wiele zakątków na świecie, że gdzie pogoń i gonitwa za nie wiadomo czym jeszcze nie dotarły. Być może nigdy nie dotrą. Ja mam pewną teorię na temat nas – Polaków. Niewielu zdaje sobie sprawę, że jest w nas pewna mieszanina temperamentów, cech osobowościowych (etc.). Na siłę przemy w kierunku europejskości, mając w bagażu wschodni sentymentalizm, bezceremonialność, nawet pieniactwo. Stąd ten cały zgrzyt w nas samych. No nie do końca wpasowujemy się w te zachodnie ramy.

  35. Presja bycia idealnym jest dobra, kiedy próbujemy wszystkiego, aby nieco zbliżyć się do perfekcji i stać się lepszym. Niestety, nie wystarczy nigdy „nieco” i „trochę”. A idealność to brak indywidualności. Wiem, że idealna nigdy nie będę, ale lubię nad sobą pracować, z tym, że w niektórych kwestiach po prostu stawiam na normalność i mam gdzieś, co myślą o tym ludzie z otoczenia.

    1. Pełna zgoda. Dążenie do ideału zakłada pewien progres, zaangażowanie i dążenie do bycia lepszym. Trzeba jednak umieć wyznaczyć sobie pewne granice. Przerost ambicji brzmi już chorobliwie.

  36. Idealizm zostawiłam za drzwiami już dawno 🙂

  37. Luz i umiar miłość:) slowa klucze dla mnie w byciu mamą.

    1. Zgadza się. Niektórzy mają je już na starcie, inni muszą do nich dorosnąć (oby tylko nie za późno).

      1. To prawdaprawda, czasami trzeba się tego nauczyć. A nie jestclekko.

  38. Też się świat zmniejszył i nagle porównują nas nie tylko do tego najbliższego grona z podobnego środowiska itd. ale do tłumów z licho-wie-kąd, do ślicznych zdjęć i tysięcy artykułów. I nas samych też bardziej widać, wychodzimy ze swoim życiem w wielki świat, a świat patrzy. A nawet jak nie patrzy, to myślimy, że patrzy. 😉

    1. Takie czasy. Niestety dużo prawdy w tym, co napisałaś.

  39. No cóż, do ideału zawsze się dąży i w sumie nie ma w tym nic złego. Dobrze sobie jednak uświadomić, że ideału chyba prawie nigdy się się nie osiąga.
    Poza tym, co innego dążyć osobiście do ideału, a już zupełnie co innego wkręcać w ten pęd do ideału dziecko, które jest osobnym bytem i musi znaleźć swoją drogę i sposób na życie.
    Nie chcę napisać, że dziecka się nie wychowuje, bo nie o to chodzi.
    Mam podobne spojrzenie na to, o czym piszesz i zawsze żal mi trochę dzieci, bo mam wrażenie, że coś im się odbiera. Zawsze mnie na przykład dziwią sesje zdjęciowe, które widzę na niektórych blogach. Wystylizowane, upozowane kilkulatki, ubrane modnie, ślicznie, pięknie…
    Od razu mam przed oczami moją młodszą Królewnę, która do różowych pasków ubiera zielone kropki, a na głowę chusteczkę w kwiatki.
    Wszyscy się za nami oglądają, ale co mam zrobić. Próbuję sugerować, ale słucha tylko od wielkiego dzwonu, bo tak jej się podoba i tak jej jest wygodnie i już.
    Myślę, że niektóre mamy zapadłyby się ze wstydu pod ziemię, a ja muszę spuścić oczy i dobrze się bawić 🙂 bo ona jest na tych naszych spacerach naprawdę szczęśliwa, bo ze mną, z rodziną, bo może biegać i gadać.

    1. Spójrz na to inaczej. Mała ma własny, jedyny w swoim rodzaju gust. Zmieni się on jeszcze z tysiąc razy, ale poczucie wartości i samodzielność w dokonywaniu wyboru pozostanie z nią dłużej 😉 Ważne, żeby miała możliwość zadecydować, co aktualnie jej się podoba. Po co wtłaczać ją w jakieś niepotrzebne i nic nie znaczące konwencje? Oczywiście są pewne granice, sandałków nie włoży przykładowo zimą, ale czy ma na bluzce kropkę, kwiatek czy eskimosa… jakie to ma dla nas znaczenie? Tak naprawdę niewielkie. A dla niej ma kolosalne. Moja Zacieszka swojego czasu przepadała za samochodami. Samochód na bluzce, na sukience, nawet na majtkach. Miał być i już 🙂 No i potem szła ta moja samochodowa dziewczynka w grupie różowych, sukienkowych dziewczynek. Wyglądała cudacznie, ale był to jej wybór. Bo ja nie czyniłam z niej na siłę królewny. Obecnie moja czterolatka zaczyna samodzielnie wybierać ubrania dziewczyńskie. Cóż… sama odkryła pewne zależności.

  40. Moim zdaniem w rodzinie najważniejszy jest wzajemny szacunek i miłość. Nikt nie jest idealny i nigdy nie będzie. Chyba byłoby wtedy zbyt nudno 🙂 Pozdrawiam!

    1. Ja o tym wiem, Ty również. Niestety wielu gubi się w tym świecie cudnych wzorców i chodzących ideałów wywracając z czasem priorytety do góry nogami.

  41. Ta pogoń za idealnym życiem, wyjętym wprost z ekranów telewizora, wykańcza. Znam osobę, dosyć bliską mi, która przez to nabawiła się nerwicy. Niestety, ona sama wie że ma z tym problem, ale nie ma zamiaru iść do psychologa. Według niej musi być idealnie i już. W każdym życiowym aspekcie. Dodam też, że do mojego nieidealnego świata nie wkracza, woli nas omijać 😛

    1. I to jest właśnie najsmutniejsze. Ten niedościgniony perfekcjonizm potrafi niektórym uprzykrzyć, a nawet zniszczyć życie.

  42. Zdecydowanie do ideałów to mi dużo brakuje. I bardzo dobrze. Nawet bym o tym nie marzyła.

    1. Marzyć wolno, podążać za marzeniami też, ale wszystko z umiarem 😉 Trzeba też umieć się przed sobą przyznać do własnych słabości, a to jest chyba najtrudniejsze.

  43. Albo to mój wiek, albo moje szczęście sprawiło, że nie poznałam jeszcze takich ludzi. I bardzo dobrze! Czasem tylko jak oglądam piękne perfekcyjne życia na obrazkach w internecie to zastanawiam się co się za nimi kryje 😉

    1. Zapewne nic dobrego 🙂 Mnóstwo pudru, lukru, wszelakich korektorów, odświeżaczy, wybielaczy i innych tego typu półśrodków. Żyjemy w erze „nieskazitelności”, której macki dotykają także rodziny…

  44. Ale fajnie piszesz! 🙂 Garniturki i krawaciki nie są fajne, a spokojne dzieci zawsze wydają mi się podejrzane… 😉

    1. Normą i regułą są po prostu dzieci żywotne, non stop pląsające i fruwające po całej przestrzeni wokół, wręcz hiperaktywne 🙂 Ja osobiście innych nie znam :/ Spokój jest ze wszech miar niepokojący. PS. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam!

  45. A ja się tam cieszę, że moja rodzina nie jest idealna, bo byłoby nudno. A tak przynajmniej się coś dzieje. Od samego początku moja Karolina była tzw. high need baby i do dzisiaj tak jest, ale dobrze mi z tym.

  46. Ale tu fajnie 🙂 Już tu byłam i mi się podobało, a po przeczytaniu tego wpisu jeszcze bardziej. Świetnie napisane, z jajem i humorem. Zupełnie jakbym czytała o sobie.

    1. Wiem, że byłaś 🙂 Cieszę się, że znów nawiedziłaś moje (nasze) zaciechowe „królestwo”. Pozdrawiam serdecznie!

  47. Jakis czas temu doszłam do podobnych wniosków. Garniturek idealności bardzo by mnie uwierał, dlatego go nie noszę. A u innych mnie drażni, ale nie jestem w stanie zawsze rozpoznać wilka w owczej skórze 😉

    1. Z tą identyfikacją też mam problemy. Czasem wilk uaktywnia się po prostu w swoich czterech ścianach. Mnie zastanawia tylko jedno: po co ten cały cyrk dla publiki… Życie to przecież nie spektakl teatralny. Ale cóż… co kto woli

  48. Zgadzam sie z Toba, dlatego promuje idee Leniwej Buly – naprawde nie trzeba byc idealnym, zeby byc szczesliwym, ba, czasem robienie *mniej* sprawia dopiero, ze jestesmy szczesliwi. Mniej makijazu, mniej zadecia, mniej wciskania sie w bielizne wyszczuplajaca, mniej martwienia sie puszkiem pod pachami, a wiecej czasu na hobby i zycie!

    1. Nic dodać, nic ująć 🙂

  49. Zgadzam się, że żyjemy pod presją bycia perfekcyjnymi, bezbłędnymi, doskonałymi jednak z czasem ta presja nie powoduje niczego dobrego, wręcz przeciwnie. Zastanówmy się czy rzeczywiście otoczenie od nas tego wymaga? Bardzo fajnie napisane 🙂

    1. Cieszę się, że myślisz podobnie 🙂 Pozdrawiam!

    2. Wydaje mi się, że najczęściej to właśnie my od siebie wymagamy, a otoczenie nawet nie zauważa tych starań. Jak w eksperymentach typu – ubieraj się przez tydzień w takie same ubrania, czego ostatecznie nikt nie zauważa. Zgadzam się, świetny artykuł 🙂

      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz