Zmagania w sieci. Jestem zacofana. . .

zmagania w sieci socialmedia

Niecodziennie człowiek ma szansę spojrzeć na siebie z dystansu. Poznać siebie. Rozeznać wszystkie za i przeciw. Ja dostałam szansę doznać olśnienia.  Tak, olśnienia. Olśniło mnie, że przez wiele lat żyłam  w oparach złudzenia… Powód objawienia?  Wystarczyło tylko podjąć zmagania w sieci.

Wykształcona erudytka, sięgająca chętnie po dobre książki, buszująca po sieci w poszukiwaniu własnych preferowanych informacji… Nie, żeby szperać i gubić się w gąszczu informacji. Nie, co to, to nie. Miałam siebie za świadomego i dość wymagającego użytkownika. Nic bardziej jednak mylnego, jak się okazuje.

Znaki ostrzegawcze

Co prawda stroniłam od portali społecznościowych – a mógł to być pewien znak ostrzegawczy – ale gdzie tam. Przecież samodzielny, doświadczony nabywca usług IT nie musi się nigdzie rejestrować, zapisywać, aktywizować. Zresztą jak się tu zapisywać, skoro Zaciszny (czyli współmałżonek) niczym mityczna Kasandra wróży ataki bliżej mi nieznanych znajomych z cyberprzestrzeni.  Każdego dnia czyhają na mnie przeto rzesze barbarzyńców, gotowych wydrzeć mi wszystko, co posiadam. No tak. Z takimi argumentami się nie dyskutuje. Zaciszna (czyli ja) podporządkowała się dowódcy, bo po prawdzie bardzo mnie to społecznościowe zawieszenie broni nie bolało. A niech tam, niech ma.

A jednak nie ma

Niestety samozwańczemu dowódcy Zacisznemu trafił się krnąbrny bojownik z aspiracjami do bycia samodzielnym pogromcą sieci. Zacisznej zachciało się bowiem zbudować własne suwerenne cyberkrólestwo. Na to, o dziwo, Zaciszny mąż stanu przystał. Zaczął więc budować Zacisznej świątynię dumania, po czym ta przejęła kontrolę i rzuciła się w wir działań bojowych.

 Objawienie no. 1 Portale społecznościowe

No i zaczęła spływać na mnie wiedza tajemna. Wyszło na jaw, iż szanujący się działacz sieciowy nie może istnieć w pojedynkę. Kompanów trzeba, a nawet należy szukać w nieposkromionych kręgach społecznościowych. Zatem podjęłam zmagania z siecią. Za zgodą Zacisznego nastąpiła rejestracja i mimowolna aktywizacja w przeróżnych rewirach sieciowego żywota.

Pestka? Nic bardziej mylnego

Facebook, G+, Pinterest, Twitter, Instagram… Przyznaję się bez bicia. Ogarnianie możliwości i schematu działania choćby jednego z dostępnych narzędzi komunikacyjnych zajęło mi kilka nocy. W tym miejscu automatycznie zrodziły się pytania. Czy to aby mój mózg jest niekompatybilny z ów narzędziami? A może tę szczególną oporność tłumaczyć mam zmęczeniem? Czy jednak stanowię reprezentanta innej epoki?

Objawienie no. 2 Odbiornik TV

Wczoraj Zaciszny przyniósł do domu niespodziankę. Ponoć to telewizor. Ponoć, bo Zaciszna zarejestrowała wzrokiem jakieś monstrum! Nawiasem mówiąc do dziś zachodzę w głowę, jakim cudem przytachał to coś do domu. Tym razem żadne argumenty męża-spectechnologa nie miały racji bytu. Liczyła się estetyka, przestrzeń, zdrowie psychiczne i inne wartości wyższe. Efekt? Zaciszny obrażony, Zaciszna zyskała chwalebny tytuł konserwatywnej skorupy. Monstrum? W izolatce. Czeka na zmiennika normalnych rozmiarów.

Diagnoza

Przyznaję się bez bicia. Lubię gramofony i płyty winylowe. Wyświetlam dzieciom bajki przedpotopowym rzutnikiem. Mam sentyment do kineskopowych baryłek. Stronię od telewizji. Czy jestem więc przebrzmiałym antykiem? Nieeee… Przecież jestem cyberaktywistą na czasie, którego zmagania sieciowe zakończyły się sukcesem.

Jedną chwileczkę…

W kieszeni noszę telefon na guziki …

Czyli jestem zacofana…?

Skomentuj

19 Replies to “Zmagania w sieci. Jestem zacofana. . .”

  1. No niestety w obecnych czasach, jeśli chce się być twórcą internetowym (a takowym jest bloger) docierającym do szerszej rzeszy czytelników, niż tylko do siebie samego, to musi działać na portalach społecznościowych. Przyznaję bez bicia, że jak skupiam się tylko na Fejsie i Instagramie (chociaż tam dużo mniej), bo życia by mi nie starczyło, żeby ciągle uaktualniać wszystkie kanały.
    Co do TV – nie lubię, bez niego mogę żyć, bez internetu, obecnie – nie. I to mnie przeraża 😉

  2. Roman Sidło says: Odpowiedz

    U mnie było względnie dobrze, o ile wszystko sprowadzało się do Facebooka. Potem przyszedł czas na Twittera i choć z początku byłem nastawiony do tego portalu dość sceptycznie, tak summa summarum udało mi się doń przekonać. Niedawno zacząłem próbować z Instagramem i muszę przyznać, że fenomenu tej społecznościówki nie zrozumiem chyba nigdy.

  3. Niestety, przyszły takie czasy, w których gdy nie ma Cię w Internecie, to nie istniejesz. Z jednej strony mnie to przeraża, a z drugiej jest bardzo wygodne. Kiedyś nie wyobrażałam sobie, jak można mieć całkowicie dotykowy telefon. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, że mogłabym korzystać z innego. Grunt to znaleźć swój złoty środek 🙂 Pozdrawiam!

  4. Z portalami społecznościowymi się poddałam. Facebook, Google+ i tyle. Na wiecej nie mam ani czasu ani energii…

  5. Tak jesteś 😀 Nie no żart, od razu tam zacofana 😉 Po prostu wolisz co innego 😉

  6. co do tych portali internetowych jako narzędzi – mnie osobiście denerwuje fakt, że wszystkiego jest za dużo i ze wszystkich trzeba korzystać (trzeba w przenośni).

  7. Do nie dawna nie miałam kont w social mediach, za to miałam telefon na guziki i dumnie podniesione czoło nonkonformistki. Splot różnych wydarzeń spowodował, że musiałam wymyśleć sobie życie od nowa. Teraz mam konto na Fb, Insta i Pintreście, smartphone, tablet itd. I czuje się z tym świetnie :). Tego akurat w tym momencie potrzebuje.
    Od niedawna mamy też wielki (serio wielki!) telewizor. I spoko. Tego mój mąż w tym momencie potrzebuje. Odrobinę mnie ten TVik deprymuje, ale rzeczy mojego autorstwa we wnętrzach mogą bardziej deprymować :).
    Za jakiś czas pewnie będziemy potrzebować innych totemów. Najważniejsze żeby się zmieniało i działo 🙂 Pozdrowienia.

  8. haha, telefon na guziki 🙂 A wiesz, że kultowa nokia 3310 ma mieć niebawem swoją reaktywację. Ja niestety jestem z tych uzależnionych od nowoczesnych technologii. W dużej mierze to moja praca, ale czasem z przerażeniem patrzę na siebie i męża, którzy mamy smartfony przyrośnięte jakby do ręki 🙁

  9. fajne to Twoje zacofanie. Mam telewizor, ale go nie używam. Nie włączam nawet radia. Docierają do mnie tylko te informacje ze świata, które udostępnią znajomi. Czy dużo tracę? No nie wiem, bo nie mam dostępu do tych informacji, które tracę 🙂 czy źle mi z tym? zdecydowanie NIE.

  10. Myślę, że to zdrowe podejście, aby tak bardzo się nie wciągać w portale społecznościowe, choć fakt faktem -> w dzisiejszym, szalonym świecie ciężko jest nie mieć na nich konta – prędzej, czy później każdy się tam rejestruje..

  11. Nie wiem czy to zacofanie, czy po prostu podejmowanie własnych decyzji a nie chodzenie na oślep za tłumem. Nie potrzebujesz – nie zakładasz kont na portalach społecznościowych. Nie czujesz potrzeby posiadania najnowszego modelu telefonu – nie kupujesz. 🙂

  12. Czasy się zmieniają ,a my wraz z nimi…

    1. Zgadza się, to nieuchronne. Jednak jednym przychodzi to łatwiej, innym idzie jak po grudzie 😉 Pozdrawiam!

  13. Jeśli TY uważasz się za zacofaną, zapraszam do mnie do działu Przygody Blondynki- aż 3 części poświęciłam Blondynce i Technologii 🙂
    Pozdro!

    1. Już lecę 😉

  14. to nie zacofanie, to normalność, albo raczej mądrość – zjawisko niestety w zaniku. portale społecznościowe są całkiem przydatne gdy się z nich mądrze korzysta lecz bardzo trzeba uważać by nie dać się wciągnąć i ok omamić.

    1. Niestety masz rację. Ta normalność zaczyna być traktowana jako coś przedpotopowego… Naturalnie nie ma co się zamykać w zamku z kości słoniowej i negować postęp, ale we wszystkim trzeba trzymać umiar. Pozdrawiam 🙂

  15. A ja mecze sie kazdego dnia z firmowym iphonem, nie mam konta na fejsbuku ani zadnym innym portalu i co? Tez jestem zacofany? Nie, to kwestia wyboru

    1. Najważniejsze, to nie zatracać samego siebie. Wszystko inne nie ma zasadniczo znaczenia

Dodaj komentarz