Mówcie mi kura domowa!

kura domowa

Uwaga, Sąd idzie

Żyjemy w czasach, kiedy w 5 minut dokonuje się analizy i oceny czyichś dokonań. W chwilę możemy całe czyjeś życie sprowadzić do lakonicznego: „jesteś za mało kreatywny”, „nie jesteś przedsiębiorczy”, „dajesz z siebie minimum”. Wszechogarniająca mania bycia na czasie i bycia „cool” pogłębia tylko wewnętrzne parcie na sukces mierzony okiem innych. Pytanie: kto dał prawo tym innym do miażdżenia nas i naszego życia… Nikt. I tego zawsze się trzymajmy.

Kura domowa, ot co

Utarło się – kobieta przesiadująca cały dzień w domu, zabiegana wokół spraw rodziny, niezatrudniona na stałe lub korzystająca z uroków macierzyńskich względnie wychowawczych to zwykła kura domowa. Bez ambicji i wyzbyta z własnych marzeń oraz pragnień, bo te ograniczają się zapewne do zmiany pieluchy i dylematu „co podać na obiad”. Bzdura, ale o tym dalej. Co gorsza taka etykieta nie jest wyłącznie schematem myślowym przeciętnego mężczyzny. Zapewniam, że połowa aktywnych zawodowo kobiet może myśleć podobnie… Dziwne? Wcale nie. Po prostu odmienna perspektywa rodzi ignorancję i bezkompromisowość w ocenie.

Kura nieudomowiona

Lansowany współcześnie typ kobiety to kobieta zaradna, przedsiębiorcza i ze wszech miar samodzielna. Całymi dniami faksuje, drukuje, analizuje, wyznacza rozwojowe cele strategiczne. Nie posiada dzieci, a jeśli już, to oddaje je pod czujne oko niani tudzież babci. Dom ogranicza się w jej świecie do minimum. Praca wypełnia po brzeg jej horyzonty. Jej doba wydłuża się ponad magiczne 24 godziny. Zapewne nawet nie śpi, bo w tym cennym czasie znowu planuje, organizuje i zarządza. I tak w kółko.

Nie wykluczam, że pewne kobiety żyją wedle takiego schematu. Być może nawet są szczęśliwe. I chwała im za to! Tylko: czy to prawdziwe szczęście czy tylko opary złudzeń? Cóż… ponieważ nie chcemy oceniać i wyrokować, zostawiamy to wyłącznie pod ich własną analizę.

kura domowa

2 fakultety i doktorat w kieszeni

Trudno uwierzyć? Ale tak wyglądać może nasza hipotetyczna kura domowa. Poświęca swoje życie dzieciom i domowi, a jednak w jej głowie kołacze się coś jeszcze poza gotowaniem, praniem, prasowaniem, sprzątaniem. Ma swoje wizje, cele i pomysły na siebie. Nawet wprowadza je w czyn (sic!), tyle że w ramach nienormowanego czasu pracy. Innymi słowy poza samorealizacją zawodową, intelektualną, hobbystyczną (itp., itd.) poszukuje w życiu po prostu czegoś więcej: ciepła domowego, harmonii oraz faktycznej, prawdziwej bliskości.

Samorealizacja ma dwa imiona

Oczywiście samorealizacja jest kluczowa w budowaniu poczucia własnej wartości. Tej nie zbudujemy raczej na gotowaniu bezgrudkowej kaszki mannej czy podczas nienagannego użytkowania pralki (choć przyznaję: nieco upraszczam). Ale co, jeśli ktoś czerpie przyjemność z lepienia pierogów i ze zwyczajnego ciasta z farszem potrafi wyczarować prawdziwe rarytasy? Nawiasem mówiąc nawet tłuczenie garnkami może niekiedy urastać do rangi finezyjnej sztuki… Rzecz w tym, że każdy ma inny przepis na siebie. Z każdego zajęcia można uczynić pasję, a nawet zawód. Dla przykładu wystarczy spojrzeć na liczbę blogów spisywanych przez gotujące, dzieciujące, organizujące i sprzątające kobiety.  Niektóre z nich biją rekordy popularności i przynoszą więcej zysku aniżeli etat pana xyz, który postrzega takie zajęcie jako głupstwo i „nicnierobienie”. Zresztą owe „kury domowe” mogłyby go wiele nauczyć pod względem organizacyjnym, strategicznym, logistycznym czy szeroko pojętego działania pod presją czasu w wyjątkowo napiętych, stresogennych okolicznościach. Ważne w tym wszystkim jest to, żeby nikt nikogo nie pouczał, jak ma żyć i funkcjonować w społeczeństwie.

Garkotłuk odchodzi do lamusa

Ewidentnie nasze głowy przepełnione są utartymi schematami myślowymi. Silimy się na otwartość, liberalizm, tolerancję i wszystkie te piękne, modne, wypieszczone farmazony. Prawda może być jednak bardzo dotkliwa: wciąż żyjemy w zamierzchłej epoce, kiedy to zapocony, rozmemłany i tępy garkotłuk spędzał dni na cerowaniu, maglowaniu i  krochmaleniu całego domowego oprzyrządowania. Pomijam fakt, że ten wyimaginowany domowy tuman oprócz ów cerowania tyrał jeszcze w polu, a dostępu do wiedzy bronił mu na przykład oświecony chłop… Nieistotne. Istotne jest to, że czasy się zmieniają, a myślenie ani trochę! Ewentualnie sunie do przodu, tyle że w żółwim, względnie ślimaczym tempie. Niestety do grona ów oświeconych dżentelmenów dołączyła część oświeconych, nakręconych fanatycznym aktywizmem kobiet… Niestety.

A co mi tam

Przyznaję się bez bicia. Siedzę z Zaciechami (czytaj: dziećmi) w domu. Codziennie toczę bój o harmonię we własnej rodzinie. Każdego dnia serwuję najbliższym przygotowane własną ręką posiłki. Rękami i nogami wzbraniam się przed serwowaniem im kuszących, ekspresowych gotowców. Gdy trzeba, lepię pierogi i piekę ciasto. Wieczorami wybieram książkę, tłukę paluchami o klawiaturę wyżywając tym samym swoją mózgownicę, względnie wklepuję weń elaboraty naukowe. Sporadycznie włączam wyselekcjonowany przez siebie samą (względnie Zacisznego męża stanu) film. Było mi dane oddychać powietrzem akademickim zza obu stron biurka.  W nosie mam codzienne wiadomości i inne niezbędne do poprawnego życia dyrdymały. Mówcie mi zatem kura domowa!

– –

Wciąż, nieprzerwanie kołaczą mi się po głowie dylematy:

czy bycie zaangażowaną matką i partnerką wyklucza rozwój osobisty?

I z kolei

czy samorealizacja musi oznaczać zaniedbywanie własnej rodziny?

„Zaciszna”

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Skomentuj

80 Replies to “Mówcie mi kura domowa!”

  1. Dziewczyna z herbatą says: Odpowiedz

    Genialny, po prostu genialny wpis. 🙂 Mam nadzieję, że ta praca (która wymaga dużej odwagi i siły)

  2. Ja jak chcę się pokazać ze strony kury domowej, to nic mi nie wychodzi, wszystko się przypala 😉 Zgodzę się z tym, że dzisiaj poddaje się każde działanie ocenie, chcemy być najlepsi. Pokolenie wyścigu szczurów? Ja się najlepiej czuję, jak mam tę godzinę dla siebie, z dobrą książką, nogami na stole i kawą w ręce 😀 Wtedy odczuwam pełnię szczęścia, bez podziału na kury domowe czy samorealizującą się panią z dyplomem w kieszeni 😀 pozdrawiam serdecznie

  3. Od czasu gdy zostałam mamą po raz drugi swoje 5 minut wykorzystuję na zaległe prace domowe. Serio, zaczyna mnie to dołować ale nie mogę się ogarnąć

    1. Spokojnie… przyjdzie czas, że na nowo odnajdziesz siebie w tym wszystkim. Z czasem wypracujesz w sobie taki zdrowy egoizm… Ja przy mojej dwójce krasnali właśnie zaczynam wchodzić na ten lewel 🙂

  4. Bardzo wyczerpujący ale ciekawy post! 🙂 Super blog.

  5. Myślę,że przez pierwsze lata bycia mamą więcej niż jednego dziecka bardzo trudno zmaleźć czas dla siebie i na własny rozwój. Chyba,że ma się pomoc w postaci babci. Natomiast im dzieci starsze, tym robi się więcej przestrzeni dla siebie. Mówię z własnego doświadczenia, mamy pracującej.

  6. Zastanawiam się, dlaczego bycie zaangażowaną matką i partnerką miałoby nie współgrać z rozwojem osobistym? Myślę, że wprost przeciwnie – ciągły rozwój uczyni z nas lepszą, bardziej świadomą mamę i bardziej empatyczną partnerkę. Pozdrawiam!

  7. Cały czas szukam równowagi między zajmowaniem się domem a pracą zawodową. Na szczęście mój partner robi to samo, a we dwójkę łatwiej sobie poradzić z codziennymi obowiązkami 🙂

  8. Myślę ze wszystko jest możliwe. Rozwój osobisty nie powoduje zaniedbaną rodziny i odwrotnie. Wystarczy dobra organizacja i chęć do działania 😉 lubię to ze jestem w domu z dzieckiem ale potrzebuje bloga książek rozwojowych klawiatury żeby miec coś swojego żeby iść do przodu 😊

  9. Bardzo treściwy artykuł. Sama jestem takim wieku, w którym powinnam mieć chociaż jedno dziecko. Jednak nie jestem „nowoczesną” kobieta, która sie realizuje i poświęca wyłącznie swojej pracy. Niestety odkładam ciąże, mówiąc sobie, ze to jeszcze nie czas. Wiem jednak, ze gdy juz bede miała pociechy, to im sie poświęcę i zostanę ta „kura domowa”. Wole wychować je po swojemu, niż głosem niani. 😉Btw drażni mnie juz ten cały coaching i usilne dążenie każdego do osiągnięcia najwyższego szczebla swojej drabiny zawodowej.

  10. Odpowiedając na Twoje dwa pytania – oczywiście że NIE! Wiesz kiedy byłam na urlopie macierzyńskim to był mój najlepszy okres w życiu. Przeczytałam masę książek rozwojowych, nauczyłam się wielu rzeczy, nabrałam dystansu…Wspaniale czułam się w domu!

  11. ciekawy post. We Francji takie stanowisko pracy jest normalne i co więcej szanowane. Femme au foyer – kobieta dbająca o zacisze domowe, a nie żadna kura. Nie ma mowy, że siedzi tylko dba o dom. Taka mała różnica kulturowa. Na szczęście u nas oboje w domu pracujemy więc jest ok 🙂

  12. Bardzo dobry post. Jakby zliczyć to, co robią każdego dnia takie kury domowe, to tak naprawdę jest to harówa od rana do nocy. Ważne jest by mieć w sobie dozę egoizmu i pamiętać o sobie samych 🙂

  13. Zawsze jest miejsce na kompromis – podstawą jest dobra organizacja. Ile się teraz właśnie słyszy o wspomnianych, zaradnych blogerkach parentingowych, gotujących, remontujących, podróżujących. A to wszystko z maluchami pod pachą i uśmiechen na twarzy 🙂 Stereotypy są złe, z założenia i nikt nie powienien ich traktować jako faktu!!

  14. niestety tzw. „kury domowe”, są postrzegane jako osobniki siedzące , wręcz leżące i nic nie robiące.Wszystko jakoś samo się robi. Kilka lat temu byłam taką „panią domu” i dopiero jak wróciłam do pracy, rodzina dostrzegła, że nic samo się nie robi.

    Trzymam kciuki, realizuj się każdego dnia w tym co robisz.

  15. I właśnie o to chodzi (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo jeszcze nie mam dzieci i nie prowadzę tego trybu życia), że kobieta, która „siedzi w domu” i opiekuje się bobasami wcale nie musi być wypruta ze wszystkich ambicji i aspiracji, a jej głównym życiowym celem nie musi być kupowanie pampersów po okazyjnej cenie!

  16. Osobiście nie jestem pewna, czy kiedykolwiek będę miała taką udrękę, bo jestem innej orientacji, natomiast po mojej mamie widzę, że jest jej przykro, że w całości oddała się nam. Przykro w pewnym sensie – tym, że nie pomyślała o sobie, a teraz jej mama oskarża ją o brak zainteresowania własnym życiem. Postanowiłam jej pomóc i zachęciłam do pisania powieści, opowiadań, do spróbowania swoich sił w wolontariacie. Opornie nam idzie, bo mi wyszedł poważny problem z oczami i najchętniej siedziałaby w internecie i szukała dla nich ratunku, ale z drugiej strony, używając niecnego szantażu, pomagam jej myśleć o sobie. Bardzo się cieszę, że tyle lat była w domu i teraz, kiedy stworzyłam już swój związek, powinna zacząć myśleć o sobie – bo widzę, że brakuje jej tego samospełnienia. Kobieta-kura domowa powinna się spełniać i po to jest partner/mąż, by jej w tym pomóc.
    „Istotne jest to, że czasy się zmieniają, a myślenie ani trochę!” – bardzo trafne zdanie.

  17. Jestem kurą domowa z wyboru po 20 latach niesatysfakcjonującej pracy. Na szczęście nasza sytuacja jest na tyle dobra że do jej szukania nie jestem zmuszona 🙂 I co? Wciąż dostaję pytania czy znalazłam już jakąś pracę, gdzie składałam cv itp. Nie potrafią zrozumieć że to mój wybór i tej pracy NIE szukam. Wcale nie czuję się w żaden sposób zniewolona- wreszcie mam czas dla dzieci, dla domu, dla męża. wszyscy jesteśmy zej sytuacji bardzo zadowoleni.

    pozdrawiam

    ps. super blog, będę wpadać

    1. Dziękuję i bardzo serdecznie zapraszam „na kawę” 🙂

  18. Długo jesteś już w domu? Jak to znosisz? Ja totalnie nie umiem odnaleźć się w domowej rzeczywistości, bo najzwyczajniej w świecie nie lubie tego całego zabiegania o domowe ognisko: sprzątanie, gotowanie, pieczenie. Z drugiej jednak strony nie wyobrażam sobie oddać dziecka na 10 godzin do żłobka i wrócić do pracy, by po tych 10 godzinach wrócić do domu i … sprzątać, gotować i piec (oj, nie, co to to nie).

    1. Jak długo jestem w domu? Hmmm… w zasadzie trudno sprecyzować ze względu na typ pracy, jaki do tej pory wykonywałam. Początkowo poza domem przebywałam w zasadzie całe dnie (praca na uczelni, bieganie po bibliotekach, udział w różnych projektach-głównie unijnych, szkolenia, kursy). Potem przyszedł okres względnego spokoju: kilkanaście godzin tygodniowo poza domem i resztę wykonywałam w domu. Z córką pobyłam kilka miesięcy, po czym wróciłam do pracy, ale miałam tę możliwość, żeby pracować „na zewnątrz” wyłącznie w weekendy. Na dobre osiadłam w domu po narodzinach synka (czyli 2 lata temu). Tyle że ja osobiście mam tę możliwość i szczęście, żeby włączać się zawodowo przesiadując w czterech ścianach. Do tej pory jednak wiele mnie to kosztowało, bo wiązało się z zarywaniem nocy… Niestety. Jak to znoszę? Są momenty, kiedy najchętniej wystrzeliłabym się w kosmos ;), ale w gruncie rzeczy nie jest źle. W tej chwili doszłam do etapu tzw. zdrowego egoizmu – zaczynam po prostu myśleć także o sobie. W pewnej chwili poczułam, że trochę się zagubiłam w tym kołowrotku. Blog pomaga mi się odnaleźć. My kobiety musimy same w sobie wypracować pewien schemat działania i listę priorytetów, które tak naprawdę stale się zmieniają. To co dziś ma wagę, jutro może spaść na ostatnie miejsce w rankingu. Ja w ogóle nie brałam pod uwagę żłobka. Natomiast z przedszkolem nie dyskutuję – we wrześniu do mojej Zacieszki dołączy Zacieszek, a ja będę snuła plany i je stopniowo wdrażała w życie 🙂 Pozdrawiam!

  19. 5 minut? mi się czasami wydaje, ze niektórzy w kilka sekund wiedzą kim jesteś 😛
    A ja należę do osób, które choć są kurami domowymi, wolą być nazywane Panią Domu. Czy to tą h*jową czy też perfekcyjną. Nie ważne jaką, ważne że Panią 😛

    1. 😀

  20. Oczywiście, że samorealizacja i bycie kurą domową nie wykluczają się! Praca w domu to też bardzo ciężka praca. Szkoda, że wciąż tak bardzo niedoceniania! Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby podczas zajmowania się domem, móc się także rozwijać 😉

  21. Oczywiście, że nie! Możemy oddawać siebie rodzinie, a przy tym dbać o własną samorealizację, mieć swoje życiowe pasje i uszczęśliwiać same siebie! Ważne, by być szczęśliwymi z tym, co mamy!

  22. I chwała Ci kobieto za ten tekst! Kiedy zdecydowałam się przerwać karierę i zostać z dzieckiem w domu okazało się, że jestem kurą domową bez ambicji. A gdybym tak od razu wróciła do pracy, to pewnie by się okazało, że jestem karierowiczką bez emocji. Nie dogodzisz ludziom….

    1. Trzeba więc dogodzić sobie 😉 Jeśli my same jesteśmy zadowolone, usatysfakcjonowane i to, co najważniejsze: każdego dnia wyciskamy z siebie soki w dowolnie obranym celu, to miejmy te wszystkie szacowne opinie o nas w nosie. Pozdrawiam!

  23. Żyjemy zgodnie ze schematami. Tak się na nieszczęście przyjęło – patrząc na „dawne” czasy. Niejedna „kura domowa” jest bardziej przedsiębiorczą osobą niż tak zwana „kobieta sukcesu” 🙂

    1. Zgadza się i czasem te potencjalne kury domowe to chodzący wulkan energii, siły i kreatywności. Cóż… przy dzieciach kobieta uczy się żyć w sposób niestandardowy, bo całe to uporządkowane, ze wszech miar logiczne i sprecyzowane życie wywraca się do góry nogami.

  24. Ja „siedzę” w domu od roku i powiem, że brakuje mi już chwil dla siebie, możliwości odpoczynku od domu i dziecka, stąd z radością szukam pracy. Ale bycie w domu też jest ciężką pracą i możemy się rozwijać – dlatego też założyłam bloga, żeby móc robić coś dla siebie.

  25. Ja uważam, że można być kurą domową i spełniać się jednocześnie 🙂 wszystko da się połączyć

  26. Nie potępiam „kur domowych”, ale podziwiam! To ciężki kawałek chleba! Wychowałam troje dzieci, ale z żadnym nie siedziałam w domu dłużej niż rok. Po pracy miałam urwanie głowy, ale codziennie mogłam się ładnie ubrać, umalować i wyjść, chociaż na chwilę, do innych ludzi (czytaj: innych dzieci). 🙂

    1. Masz rację, takie wyjścia do ludzi (choćby nawet to były inne dzieci) nierzadko pełnią rolę terapeutyczną i sprawiają, że dla własnych dzieci mamy zawsze uśmiech, radość i wyrozumiałość. To niezwykle cenne

  27. ja caly czas daze do zlotego srodka i na razie wiem tylko jedno, ze bardzo bym chciala lepic pierogi, ale na te pierogi musze miec i dlatego lacze prace zawodowa z byciem mama, bo nie mam innego wyjscia, mimo ze wiem iz moim dzieciom byloby lepiej w domu ze mna, to jak splacimy kredyt? Jestem kobieta, ktora tez ma swoje ambicje, juz jako nastolatka dwadziescia lat temu chcialam w zyciu robic cos co przynosi mi satysfakcje. Dzieci tego nie wykluczaja, ale jest to jednak trudniejsze. Mimo to uwazam też, że kobieta bez rodziny i dzieci nie doswiadcza prawdziwej milosci i tylko rodzina jest dopelnieniem kobiety a matka sercem rodziny. Chyba to troche zakrecilam 🙂

    1. Wcale nie zakręciłaś, tylko udowodniłaś, jak trudno znaleźć złoty środek w codziennej batalii z rzeczywistością. Czasem po prostu ta rzeczywistość determinuje nasze wybory życiowe. Nie zawsze jest tak, jakbyśmy sobie tego życzyli po prostu.

  28. Myślę, że spędzanie czasu w domu i opieka nad dziećmi nie musi wykluczać wygospodarowania czasu również na samorealizację. Chyba warto skupić się na tym by wypracować u siebie pewną równowagę i poza opieką nad rodziną mieć również czas dla siebie.

    1. Święte słowa 🙂

  29. Ja też jestem kurą domową i dobrze mi z tym, ale dopiero odkąd znalazłam równowagę i zorganizowałam się jakbym pracowała na trzech etatach. Musimy pamiętać że szczęśliwą rodzinę tworzą szczęśliwi ludzie, zatem spełnieni. Wszyscy razem i każde z nas osobno.

    1. Otóż to! Sfrustrowana mama = nieszczęśliwy partner i smutne dzieci. Z tego też powodu warto czasem pozwolić sobie na tzw. ZDROWY egoizm. Pozdrawiam!

  30. Samorealizacja jest bardzo ważna w każdym przypadku, nie ważne czy ktoś jest kurą domową 😉 czy pracuje w pracy, która nie wiążę się z naszym rozwojem… Zawsze trzeba się rozwijać, przede wszystkim dla samej siebie 🙂

    1. Otóż to. Rozwój to po prostu podstawa samoakceptacji.

  31. Dla mnie nie ma znaczenia, czy kobieta siedzi w domu z dziećmi, czy biega po międzynarodowych galach i odbiera super nagrody. Jak długo robi to, bo po prostu w tym się spełnia. Za bardzo biegamy w dzisiejszych czasach za wykreowanymi „wzorcami” z instagrama, próbujemy osiągać nieosiągalne [bo jesteśmy tylko ludźmi, a nie robotami z niekończącymi się pokładami energii]. Zapominamy w tym wszystkim mam wrażenie – o sobie. O swoich potrzebach, rzeczach, które sprawiają nam przyjemność, dają spokój.

    1. Zgadza się. Trochę za bardzo zapętliliśmy się w tej manii bycia kimś nadzwyczajnym i spełnionym ponad brzegi. Trochę mi w tym wszystkim brakuje normalności i tolerancji wobec wyborów innych osób. Zbyt łatwo przypinamy metkę, zbyt łatwo ulegamy trendom i to nas niestety gubi.

  32. Według mnie obie te rzeczy nie wykluczają się wzajemnie. 🙂 Można być spełnioną matką i rozwijać się zawodowo. 🙂 Można też rozwijać się przy dzieciach! 🙂

    1. Ojj zdecydowanie. Matkopolkowanie to istny poligon doświadczalny, bardzo obfity w nowe doznania, nowe (czasem skrajne) emocje 🙂 Stawiam tezę, że macierzyństwo daje tę niepowtarzalną szansę, by poznać siebie – swoje mocne i te najsłabsze strony. Poza tym posiadanie dzieci nie blokuje dróg rozwojowych, raczej je konkretyzuje 😉

  33. Dziś nadszedł dzień w którym i ja przyznam, że kurą domową jestem i dobrze mi z tym a przy pełnej organizacji mam chwilę każdego dnia by stawiać na siebie i swój rozwój. Ważne by wierzyć w siebie i łamać konwenanse. Pozdrawiam Marta z

    1. Ważne też, by dać sobie samej szansę i nie wyzbywać się swoich potrzeb, zamierzeń i ambicji. Pozdrawiam!

  34. Każdy powinien realizować się we własnym zakresie i to jest najważniejsze – żeby nie oceniać z tego innych, bo nie każdy chce spełniać się w jednym utartym schemacie. To, co mnie nie odpowiada, jest szczytem marzeń dla kogoś innego i to jest fajne 🙂
    Osobiście nie wyobrażam sobie rezygnacji z zawodowego życia na rzecz rodziny, ale jestem młoda, może mi coś jeszcze zawróci w głowie. Na razie z narzeczonym czekamy z ślubem, bo chcę skończyć studia najpierw. Grunt to mieć pomysł na siebie i realizować go 🙂
    Pozdrawiam

    1. Ja przeszłam Twój etap i jedyne, co mogę Ci na ten temat powiedzieć to: żyj wedle siebie samej. Na wszystko przyjdzie odpowiedni czas 🙂

  35. Mnie tam mój stan ‚Kury domowej’ odpowiada, tym bardziej, że jestem nowoczesna kura i nie latam cały dzień ze sciarą i nie piekę ciast co drugi dzień i kilku daniowych obiadów, jak to miały w zwyczaju nasze babcie – czas, który spędzam w domu poświęcam na zabawę i powiedzmy edukację moich dzieci, to dla nich się poświęciłam, a czyste podłogi mam tylko przy okazji 😉

    1. I to jest bardzo zdrowe podejście. Ja naturalnie podziwiam te doskonałe, idealne pod każdym względem panie domu, ale z drugiej strony zastawiam się, ile w tym wizerunku prawdy i czym ten wielki wysiłek jest okupiony. Ja (podobnie jak Ty) w miejsce ideałów wolę postawić rozwój i radość własnych dzieci.

  36. Jestem taką kurką domową od roku i nawet się z tego cieszę. Lubię dbać o dom i o tych, których kocham. Mimo wszystko kurę domową pragnę połączyć z samodokształceniem i rozwojem osobistym. Mam nadzieję, że mi się to uda. 🙂

    1. Na pewno wyjdziesz z tego przedsięwzięcia obronną ręką. Dlaczego? Ponieważ masz chęci, a to już bardzo wiele

  37. „Siedzenie” w domu nie wyklucza bycia oczytaną, wykształconą i ambitną 🙂 Każdy powinien mieć wybór.

    1. Oczywiście, że tak. Wszystko zależy od stanu naszego umysłu.

  38. Moja matka myśli stereotypowo. Gdy mój syn miał skończył 8 miesięcy postanowiłam, że wrócę do szydełkowania i … założę blog. Co dziennie przez kilka tygodni miałam wojnę, że nie mam na to czasu bo mam jedno!!! dziecko. Moi rodzice oczywiście mi pomagają, ale nie dlatego, że ja sobie nie radzę tylko dlatego, że to ich jedyny wnuk i chcą się nim nacieszyć. Nie pomagały tłumaczenia, że to mnie rozwija. Mam dziecko i niczym innym nie powinnam się zajmować. Po 2 latach nieobecności na rynku pracy czas do niej wrócić i co ja mam powiedzieć przyszłemu pracodawcy? Zaczęłam uczyć się angielskiego, walczę o mój blog. Nie chce siedzieć dalej w domu, chce się rozwijać.

    1. Najważniejsze, że nie chcesz zatracać siebie. To jest bardzo ważne: sfrustrowana i niespełniona mama to żaden pożytek dla dziecka. Widziałam Twoje szydełkowe cudeńka i jestem pod wrażeniem. Może warto zastanowić się nad przekuciem tego w pracę 🙂 Przynajmniej warto spróbować. A pracodawcy powiedz, że kobieta ma różne etapy do sfinalizowania. Etap macierzyństwa przeszłaś obronną ręką, teraz jesteś gotowa na nowe wyzwania. Wiem… łatwo doradzać innym, ale może warto spróbować 🙂 Poza tym, czy byłaś pasywna w okresie urlopu macierzyńskiego? Nie! Byłaś dzielną mamą, podjęłaś trud rękodzielnictwa, prowadzisz blog, uczysz się języka. Jesteś aktywna i tego może Ci pozazdrościć niejedna kobieta pracująca. Naprawdę

  39. Myślę, że każdy zawód, a bycie kurą domową też nim jest ma swoje zalety i warto go docenić:) Po za tym, to wybór konkretnej osoby, więc jakim prawem mamy kogoś oceniać, przecież go nie znanym, nie wiemy z jakich powodów decyduje się na takie, a nie inne życie. Z Twojego wpisu przebija tyle dystansu, radości z tego co robisz, że ja mogę tylko pozazdrościć 🙂

    1. Tytuł i cały wpis jest nieco przewrotny 🙂 Ja ten dystans posiadam, bo przeszłam kilka etapów w życiu. Byłam nakręconą pracą aktywistką, która czasem spędzała cały dzień poza domem. Potem osiągnęłam jakiś zawodowy pułap i weszłam w rolę mamy. Teraz przechodzę w kolejną fazę tzw. zdrowego egoizmu, czyli daję z siebie dużo, ale pamiętam i o sobie. To bardzo ważna nauka, chyba dla każdej kobiety-matki 🙂

  40. Jedni wolą domowe ‚zacisze’, inni drabinę kariery, a jeszcze inni chcą połączyć obie te rzeczy – jakąkolwiek drogę wybierzemy, to jeżeli robimy to zgodnie z własnym ‚ja’, to powinniśmy się spełniać i nie ma tu drogi mniej lub bardziej wartościowej.

    1. Dokładnie tak – to tylko i wyłącznie nasza decyzja. Najważniejsze, żeby zachować komfort psychiczny i nikogo swoimi wyborami nie obciążać.

  41. Właśnie nie oceniajmy.
    „Nie wykluczam, że pewne kobiety żyją wedle takiego schematu. Być może nawet są szczęśliwe. I chwała im za to! Tylko: czy to prawdziwe szczęście czy tylko opary złudzeń? Cóż… ponieważ nie chcemy oceniać i wyrokować, zostawiamy to wyłącznie pod ich własną analizę.”
    Kobiety zarabiające + wychowujące są jeszcze bardziej zaradne od tych, które są cały czas w domu, bez podjęcia jakiejkolwiek pracy, muszą mieć rozwiązania na różne problemy i dodatkowo poswięcać czas na pracę a nie tylko na dom. Moim zdaniem one są bardziej kreatywne i zaradne a dodatkowo same dokładają się do domowego budżetu nie oczekując że mąż zarobi na nie. Jestem za tymi zarabiającymi i wychowującymi, ale kto, co woli 🙂

    1. Ależ Mario, ja nikogo tutaj nie oceniam i nie krytykuję. Wpis ocieka sarkazmem, ale nie o krytykę wyborów czy stylu życia tu idzie. Chodzi o tę manię zbyt pochopnego rzucania opinii. W podanym prze Ciebie cytacie chodzi bardziej o to przesadne dopasowywanie własnego życia pod niesamowicie wyśrubowane standardy. Dziś musisz być elastyczna jak guma, dawać z siebie 200%, zaprzedawać ideały i inne wartości, bo się tego od nas wymaga. A ja w tym wszystkim widzę niesamowite przeciążenie, które rodzi frustrację i bezkompromisowość w ocenie innych ludzi. Myślę, że kreatywności nie można mierzyć przesiadywaniem w biurze tudzież w każdym innym naznaczonym zawodowo miejscu. Ważne jest, by w ogóle być kreatywnym, aktywnym i energicznym. Ja osobiście łączę aktywność zawodową z tym tzw. „kurzeniem”, bo mam szansę pracować w domu. Rozumiem jednak te kobiety, której takiej możliwości nie mają, a może po prostu rzeczywiście oddały się domowi. Całodzienne „siedzenie” w domu tak naprawdę nie ma nic wspólnego z siedzeniem, bo włącza niesamowitą organizację, logistykę, bieganinę etc. To nie jest malowanie paznokci, kładzenie maseczki na twarz i śledzenie telewizyjnych tasiemców, o ile rzeczywiście podchodzi się do macierzyństwa na serio.

  42. Każda kobieta powinna mieć swój pomysł na życie i nie należy ich krytykować. A można przecież wiele rzeczy łączyć 🙂 czyli tak jak piszesz, dbać o rodzine i jednocześnie sie rozwijać 🙂

    1. Nic dodać, nic ująć 🙂 Pozdrawiam!

  43. Monika Banaś says: Odpowiedz

    Najważniejsze, żeby mieć wybór i realizować się w sposób, który nam odpowiada. Ja nie wyobrażam sobie rezygnacji z pracy, ale nie uważam, że kobiety, które się na to decydują są w czymś „gorsze”. Wszystko zależy od człowieka i tym, co sobą reprezentuje. Można być pracownikiem bez ambicji i klepać 8 h z przymusu, a można też być „kurą domową” z pomysłem na siebie. I odwrotnie. 😉

    1. Święte słowa 🙂 I o to dokładnie chodziło mi w tym tekście, żeby nikogo nie oceniać wedle utartych schematów, bo to droga donikąd. Cieszę się, że myślimy podobnie 🙂

  44. Trafiasz w sedno problemu kobiet „siedzących „w domu. Sama jestem już w nim od 4 lat i wcześniej przez dwa, więc mam co opowiedzieć. Aby nie zwariować zrobiłam dwie podyplomówki i zaczęłam tworzyć bajki ( podczas jednego nudnego wykładu), które pracują z tyłu głowy przy praniu, sprzątaniu i gotowaniu. Wielki szacun dla tych wszystkich kobiet, które świadomie rezygnują z pracy na rzecz ogniska domowego. To nie kury, to bohaterki codzienności!

    1. Niestety wciąż w wielu kręgach pokutuje przeświadczenie na temat domowego „nicnierobienia”. Ja osobiście wracając z pracy nigdy nie byłam tak wykończona, jak po całym dniu „leniuchowania” w domu. Jakiś czas temu zrobiłam mały eksperyment – wyjechałam na cały tydzień, a z Zaciechami na placu boju został mój mąż. Pierwszego dnia był względnie zadowolony, drugiego nie odbierał telefonu, trzeciego uruchomiła się u niego frustracja, czwartego „tumiwisizm”. Piątego wracałam i cała rodzina wyczekiwała z niecierpliwością aż przekroczę próg domu… Mojemu Zacisznemu wystarczył tydzień „kogutowania” i od tego czasu nie słyszę tekstów w stylu „miałaś na to cały dzień”, „ty przynajmniej nie musisz tyrać w pracy”… PS. Twoje bajki czytałam i jestem pod niesłabnącym wrażeniem 🙂

  45. Wszystko zależy od człowieka. Osobiście znam kilka kobiet, które zarzekają się, że zakładanie rodziny im do szczęścia nie jest potrzebne – jedna zwiedza świat, druga realizuje się w świecie sztuki. Ich wybór 🙂 tak samo jak wyborem kogoś innego może być poświęcanie się rodzinie.

    Niektóre kobiety jednak nawet gdyby chciały, to nie mogą sobie pozwolić na „kurzenie”. Powód jest prozaiczny: zarobki męża nie pokryją kosztów życia rodziny. Więc czy kobieta chce, czy nie – idzie do pracy. A że współcześni pracodawcy niechętnie przystają na zatrudnianie na część etatu (wolą zatrudnić 1 kobietę na pełen etat niż 2 na 1/2 – bo opłaty ZUS i inne koszty brutto są dla nich w ten sposób wyższe), to kobiety zaciskają pięści, zagryzają wargi i cisną te 8h w biurach.

    Posiadanie dzieci dopiero przede mną (w tym roku szykujemy ślub), ale wiem, że chciałabym jakoś pogodzić obie ścieżki – rodzinną i zawodową. Dużo „obowiązków” domowych traktuję jako hobby i sposób relaksu (uwielbiam piec i gotować!), więc mam nadzieję, że jakoś mi to w tym godzeniu dwóch światów pomoże 😉 no i wspierający partner też na pewno jest tu ważnym czynnikiem sukcesu. Pozdrawiam!

    1. Na tym właśnie polega współczesna wolność – mamy możliwość wyboru własnych celów i priorytetów w życiu. Kilkadziesiąt lat temu rzecz wręcz nie do pomyślenia albo po prostu naznaczona piętnem dezaprobaty. Jako takiej recepty na szczęście nie ma, ale moim zdaniem świadoma rezygnacja z budowania rodziny może w przyszłości (kiedy już będzie za późno) skutkować po prostu żalem i rozgoryczeniem. Siedzenie w domu i ograniczenie siebie WYŁĄCZNIE do spraw okołodomowych nie jest zdrowe, bo rezygnacja z siebie, własnych potrzeb i ambicji wcześniej czy później zrodzi frustrację. Można poświęcić się rodzinie, ale też nie zapominać o sobie. Pozdrawiam!

  46. Oj jak ja rozumiem Twoje rozterki. Sama mam podobne, ale wiem, że jeszcze co najmniej z 2 lata ‚siedzenia’ w domu i kurkowania przede mną 😉 Potem będę się zastanawiać, czy się nie odkurowić 😀

    1. W zasadzie to ja rozterek nie mam, gdyż szacun mam do każdej pracy (uczciwej). Natomiast obserwując otoczenie mam bardzo krytyczne uwagi na sosób traktowania się jednego przez drugiego. Często niestety układa się „SAM” przez lata układ, gdzie rodzi się z tego gwiazda (nie chodzi mi o płeć) domowa i kura domowa. Dzięki gwieździe świat kręci się wokół jej własnej osi a nie wokół prawdziwego słońca, Kura obowiązkowo wdzięczną być winna, często winną przy okazji będąc z/przy byle okazji. 🙂 Z OBSERWACJI.

      1. Zdecydowanie masz rację. Niestety rzeczywistość potrafi płatać figle. Nawet przy wstępnym założeniu, że relacje mają opierać się na partnerstwie, to z czasem ulegają one (nie zawsze!) mniejszej bądź większej erozji. Rzadko kiedy „układ sił” jest wyważony i sprawiedliwy. Straszne jest to sprowadzenie związku do poziomu manewrów wojskowych, ale jednak małżeństwo to starcie osobowości, temperamentów, charakterów, ambicji, potrzeb. Od partnerów zależy, czy będzie to związek, czy wieczna batalia. Pozdrawiam!

  47. Samorealizacja, Równowaga, może przybierać różne postacie. Najważniejsze jest to aby znaleźć swój własny styl. Stworzyć życie takim aby uwzględniało swoje własne i najbliższych pragnienia i potrzeby. To wydaje się być celem, który prowadzi do względnej równowagi i daje sznsę na to, aby (jeśli) zjmowanie się domem dla kobiety jest tym czymś co stanowi drogę do szczęścia. To OK.
    Oczywiście jest z tym związanych kilka innych powiązanych tematów, np: zaczynając od najbliższych (czy doceniają to i godnie oddają cześć wykonanej pracy)

    1. Piotrze, pełna zgoda. Temat bardzo obszerny i zależny od wielu rozmaitych czynników. Generalizacja w ogóle nie jest w tym przypadku wskazana, ponieważ ile osób, tyle scenariuszy na życie i tyleż samo recept na szczęście osobiste.

  48. Dla mnie ważne, by odnaleźć w dzisiejszym świecie to co sprawia przyjemność, daje satysfakcję i pozwala godnie żyć. Bycie kurą domową nie musi oznaczać „zniewolenia” i smutnego stereotypu. Czasem trzeba dać sobie chwilę, aby przekonać się czym dla nas jest szczęście i jak ważna w tym wszystkim jest samorealizacja. Grunt to cały czas działać 🙂

    1. „Grunt to cały czas działać” – tym stwierdzeniem trafiliście w punkt. Kluczową kwestią jest właśnie zaangażowanie. Pasja, hobby, praca, dom nieistotne… Ważne, żeby po prostu dawać z siebie jak najwięcej i nie odczuwać przy tym dyskomfortu. Najtrudniejsza w odbiorze i ocenie jest tak naprawdę wegetacja i pójście z nurtem rzeki.

  49. Maria Kasperczak says: Odpowiedz

    Jestem kurą domową od 7 lat i się tego nie wstydzę, mimo że powoli zaczyna mi uwierać ten „garniturek” – powoli, przyzwyczajając do tego najbliższe otoczenie zamierzam postawić teraz na swój rozwój, nie zaniedbując przy tym nikogo bo przy odrobinie dobrej woli ze strony partnera wszystko da się jakoś zorganizować

    1. Ależ naturalnie, w dojrzałym macierzyństwie zawsze powinien przyjść czas na tzw. zdrowy egoizm. Tak sądzę… Jeśli zawieruszymy gdzieś własne ambicje, plany i zamierzenia wcześniej czy później złapie nas frustracja, a ta uprzykrzy życie nie tylko nam, ale i najbliższym. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz