Ona tu, on tam. Czyli Walentynki na odległość

walentynki miłość na odległość

Dzielą ich setki, być może tysiące kilometrów. Na co dzień próbują poskładać swoje życie w jedną, wspólną całość. Żyją z perspektywą bycia razem. Niedługo. Niebawem. Kiedyś. Odliczają godziny, dni, tygodnie, czasem lata. Nieustannie trenują cierpliwość i zaufanie. Zakochani.  

Tylko na chwilę?

Scenariusze bywają różne. Dla jednych to tylko przejściowy etap. Po latach oczekiwań udaje im się w końcu stworzyć wspólny dom. Inni wciąż wyczekują, pielęgnując uczucie każdego dnia. Niektórym się nie udaje. Z czasem wypala się po prostu cierpliwość, wyrozumiałość, miłość. Życie na dystans to prawdziwy tester uczuć, ale i osobowości każdego z partnerów. Często z pomocą przychodzą im telefony, rozmaite komunikatory, codziennie przesyłane wiadomości, które dają choć namiastkę normalności. Nierzadko pomagają, podsycają, a nawet utrzymują temperaturę uczuć.

Tu, tam lub w połowie drogi

Rozproszone związki stały się stygmatem obecnych czasów. Żyjemy, podróżujemy w sposób dowolny. Często sami decydujemy się na życie w pojedynkę, tłumacząc sobie, że rozłąka potrwa krótszą bądź dłuższą chwilę. Czasem życie płata figla i w nasze poukładane życie wprowadza partnera, żyjącego kilometry dalej. Wówczas zaczyna się odliczanie, odmierzanie, ciągłe przeliczanie dni do kolejnego spotkania – spotkania tu, tam lub w połowie drogi.

Obśmiane Walentynki

Możemy żywić do tego święta zdecydowaną niechęć, możemy mieć stosunek mniej lub bardziej ambiwalentny, kompletnie je ignorować, a nawet otwarcie wykpić. Warto jednak pamiętać, że dla niektórych może mieć ono znaczenie szczególne. Dlaczego? Ano z tej prostej przyczyny, że nie mają szans na codzienne, niczym niepohamowane celebrowanie uczuć. Nasi „dalekodystansowcy” żyją po prostu od okazji do okazji, nieustannie przeliczając, kalkulując, odliczając czas. Prowadzą oni swoisty rachunek miłości, w którym Walentynki mogą mieć swoje stałe miejsce. Mają do tego prawo.

Projekt „kolacja”

Pozwólcie, że ten akapit poświęcę wyłącznie parom, którym przyszło zmagać się z życiem na walizkach, a jest ich w moim/naszym otoczeniu trochę.

Na ten jeden wieczór zarezerwujcie sobie dwie godziny, wyłącznie dla siebie. Weźcie wszystkie te zdobycze techniki, które z pewnością posiadacie. Komputer, kamera internetowa i cały niezbędny osprzęt – to przecież Wasz codzienny rynsztunek w obcowaniu i życiu razem. Wybierzcie razem potrawę i przyrządźcie ją razem w tym samym czasie, choć kilometry dalej. Przygotowując ją, rozmawiajcie, śmiejcie się, bądźcie „razem”. Na chwilę zapomnijcie, że dzieli Was przestrzeń. Łączy Was przecież czas i coś znacznie więcej. Wybierzcie wspólnie film i obejrzyjcie go razem. Niech ten wieczór należy tylko do Was.

Ja wciąż i nieprzerwanie podziwiam ludzi, świadomie decydujących się na życie w rozłące. Naturalnie mam świadomość, że my z „Zacisznym” także wypadliśmy z ram tzw. normalnego, zdrowego związku. Nasze bycie razem ogranicza się czasem do kilku, kilkunastu wspólnie spędzonych godzin w cyklu tygodniowym. Jest jednak świadomość, że żyjemy pod wspólnym dachem. Ta świadomość to naprawdę dużo.

A co z Wami? Jaki scenariusz napisało Wam życie? 

Czy życie na mniejszy bądź większy „dystans” ma w ogóle rację bytu?

A może jest tak, że przesadna bliskość po prostu nuży i rozleniwia?

                                                                                                    „Zaciszna”

Skomentuj

Dodaj komentarz