Rodzicielstwo – Twój papierek lakmusowy cz. I

rodzicielstwo papierek lakmusowy

Miotasz się niespokojnie, głowa pulsuje, w żyłach krew zasuwa z prędkością światła, wrze niczym w piecu hutniczym. Stajesz. Patrzysz w lustro… Zaraz… zaraz… Chwileczkę… przecież minutę temu byłam* uśmiechnięta*, przepełniona* falą miłości, istną oazą spokoju i optymizmu. Rozkosznie pławiłam* się w szczęściu… A teraz? Stoję z twarzą wypaczoną złością, skrzywioną niczym u zbira z ulicy wiązów… Co jest grane? Świruję?

* – tato, tatusiu, ojcze, zmień na formę męskoosobową 😉

Nie nie nie. Spokojnie… Doznałaś* tylko siebie samej*, dotarłaś* do zaułków własnej pokrętnej duszy. Nie płacz, nie jęcz. Ciesz się. Rozkoszuj. Nie każdemu jest to dane. Poznać siebie na wylot. Zobaczyć w tak ekstremalnej postaci. W rodzicielstwie rozgryzamy po kawałku własną osobowość. Jedne kęsy przynoszą niesamowity, niespodziewanie słodki smak, rozkoszujemy się więc nimi niebotycznie. Inne odrzucamy z automatu jako niestrawne i całkowicie niezjadliwe. Jednak ich odpady wciąż czają się i atakują znienacka. Nie ma co się oburzać. Cały ten kalejdoskop zachowań mieści się w jakiejś tam mglistej, niesprecyzowanej normie. Skorzystaj z tej szansy, bo masz niepowtarzalną okazję dokonać przewrotu we własnej osobowości.

Koronacja

A miało być tak pięknie. Rodzicielstwo uskrzydla. Ba! Ulepsza. Poprawia byt ludzki. Działa niczym lifting na zużytej, nadpsutej karoserii. I tak z początku jest. Przechodzisz istną rewolucję własnego wewnętrznego świata. Zmieniasz priorytety. Jedne lądują na najwyższej półce, inne definitywnie znikają z Twojego rozkładu jazdy. W epicentrum ląduje Kruszyna. Miłość jest w zasadzie poza wszelką dywagacją, słowem: pozostaje bezsprzeczna. Jest jeszcze coś, ktoś obok… Ty sama*. Samozwańczy monarcha.

Rozkoszne stópki, maleńkie łapki, wpatrzone w Ciebie oczęta… Tak… tu z wrodzonej potrzeby uznania, akceptacji, zaszczepionego w genach egocentryzmu przyklaskujesz. Jesteś Kimś wyjątkowym dla tej małej, bezbronnej istoty, która własnej woli za grosz nie posiada. Jeśli posiada, masz przecież świadomość, że na tym etapie to jeszcze jedynie skrawki autonomii. Ale ten stan nie będzie trwał wiecznie, o nie nie nie. Twoja władza z czasem pryśnie niczym bańka mydlana, nie łudź się. To tylko kwestia czasu. No ale póki co trzymasz tę kruchą w posadach dyktaturę. Ono jest uzależnione niemal w stu procentach od Ciebie. Pławisz się w tym luksusie, nie spodziewając się nadchodzącego Armagedonu. A może po prostu nie dostrzegasz pierwszych symptomów…

Zamach stanu

rodzic rodzicielstwoRaz po raz doświadczasz powolnych, nawracających trybem skokowym aktów bojkotu. Ich częstotliwość i przebieg ulegają z czasem nasileniom. Jednak Ty wciąż nieprzerwanie brniesz w ten maniakalny autokratyzm. Oczekujesz takich, a nie innych reakcji; tych konkretnych, wymarzonych zachowań; pożądanych (przez Ciebie) postaw. Podświadomie życzysz sobie wyłącznie poddania, uległości, ślepej wiary w Twoje słowa. Małoletnia przekora, nieokiełznana krnąbrność, ciekawość świata, naginanie zasad – całe to piekielne nieposłuszeństwo wywołuje mimowolny sprzeciw. Początkowo silisz się na racjonalizm, trenujesz cierpliwość i życzliwą argumentację. Tłumaczysz, nakłaniasz, przekonujesz, instruujesz… Ściana. Ściana ognia. Ściana płaczu. Po prostu ściana.

Abdykacja?

Z czasem wcale nie jest lżej. Jedną rewoltę okiełznasz, w jej miejsce wyrasta nowa fala protestu. Kto wie, ile Ci przyjdzie zaznać takich przewrotów, zanim w końcu zrozumiesz, że ślepa, bezkompromisowa dyktatura to przeżytek.  Że oto masz do czynienia z drugim samodzielnym, samoistnym bytem.  Ma on SWOJE WŁASNE upodobania, preferencje, słabości, marzenia i pragnienia, które mogą diametralnie różnić się od TWOICH wyimaginowanych dogmatów. Może zatem wypadałoby wreszcie zejść z zawieszonego w chmurach piedestału i wsłuchać się w ten drugi formujący się dopiero organizm…

… a jeśli na stare lata ponownie przyjdzie Ci do głowy prowadzić tę zaborczą politykę ekspansji i podboju, to … litości! Los przyniesie Ci wierutną klęskę i sromotny upadek. Nie doczekasz się tej wyczekiwanej przez całe życie glorii i chwały. Uwierzysz?

Bilans

Dziecko czy też cała plejada doznań i emocji, kryjąca się pod wdzięczną nazwą „rodzicielstwo” to istny poligon doświadczalny, który oferuje nieprawdopodobne zwroty akcji, osobliwe okoliczności, zdarzenia wykraczające poza wszelkie prawa logiki.  W istocie to taki maleńki papierek lakmusowy naszej osoby. Właśnie w starciu z rzeczywistością dzieciatą  penetrujemy ponure (ale także świetliste) rejony własnej psychiki, których w innych kontekstach sytuacyjnych nie jest nam w ogóle dane doświadczyć. W jednej chwili jesteś w stanie zaznać tak skrajnych emocji, tak niesamowicie sprzecznych odczuć, że niejednokrotnie sama* własnoręcznie miałabyś* się ochotę omotać rękawem bezpieczeństwa. Proces formowania się zrębów osobowości mikroczłowieka wysysa z nas wszystkie skrywane gdzieś głęboko w czeluściach duszy cechy. Nie zawsze (a nawet niezmiernie często) nasz racjonalizm traci rację bytu i bywa, że zupełnie niechcący popełniamy błąd. Nie ma się czego wstydzić. Wystarczy chcieć wyciągnąć z tego naukę. Bo przecież mamy możliwość okiełznać, oszlifować i częściowo zniwelować tego potwora, jaki z nas nie raz wychodzi, a dać szansę poczciwcowi, którym de facto chcemy być. Trening czyni mistrza. Zatem do dzieła!

„Zaciszna”

Skąd biorą się tak skrajne, czasem wręcz wstydliwe emocje, miotające  rodzicami?

Efekt niemocy i bezsilności czy poranionego rodzicielskiego nadęcia?

PS. Jeśli udało Wam się przełknąć ten słodko-gorzki kęs, zapraszam na kolejną porcję strawy z serii „rodzicielstwo obnaża” (klik)

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Skomentuj

67 Replies to “Rodzicielstwo – Twój papierek lakmusowy cz. I”

  1. Święte słowa. Rodzicielstwo sprawia, że odkrywany w sobie „funkcje”, o istnieniu których nie mieliśmy wcześniej pojęcia. W efekcie – naprawdę żyjemy na 200%.

  2. Na początku śmiałam się – ja też tak mam, później stwierdziłam cholera też tak mam, a teraz refleksja dlaczego na porodówce nie ma instrukcji obsługi? Bo każdy człowiek jest wyjątkowy, ten najmniejszy też 😉

    1. No niestety nikt jakoś takiego uniwersalnego autopilota rodzicielskiego nie wymyślił… Sami siadamy do steru, sami kierujemy lot raz na wyżyny, a innym razem obijamy się o przeszkody. Ważne, żeby skutecznie dolecieć do celu 😉

  3. im starsze dziecko tym wiecej takich uczuć? wiec teraz mając niemowlaka powinnam sie cieszyc i nie przejmowac takim stanem? 🙂

    1. Pewnie tak jest, że dzieci z wiekiem chcą (i mają do tego prawo) żyć choć trochę po swojemu. Nie zawsze jest nam to na rękę, więc i targają nami rozmaite uczucia. Czasem może być nam naprawdę trudno przełknąć wybory, priorytety, zamiłowania naszych pociech. Ten pierwszy etap, kiedy trzymamy ufnego niemowlaka jest jednak najłatwiejszy, bo wiele zależy od nas. Z czasem nasza rola schodzi na plan poboczny. I to właśnie trzeba umieć zaakceptować. Ja też jestem na początku tej drogi i trochę się boję o siebie samą: na ile się sprawdzę jako wyrozumiały rodzic.

  4. Ja mam pięciomiesięczne maleństwo. Jesteśmy na etapie zachwyconych oczek i ufnie wyciągniętych łapek 🙂 Jak wiele przed nami!

  5. Ja mam pięciomiesięczne maleństwo. Jesteśmy na etapie zachwyconych oczek i ufnie wyciągniętych łapek 🙂 Jak wiele jeszcze przed nami! 🙂

    1. Ja mam pod skrzydłami dwuletniego Zaciecha i czteroletnią Zacieszkę, ale do tej pory potrafią przyjść z wyciągniętymi rączkami i się przytulać. Po prostu relacje uległy urozmaiceniu 🙂 Raz płacz i zgrzytanie zębami, a po chwili błogi spokój i przytulańce 😀 I tak non stop. Trochę tak jak podczas jazdy na rollercoasterze 🙂

  6. Trudny temat. Jestem mamą od 3 lat i naprawdę momentami jest mi ciężko, bo moja córka nie usiedzi 5 minut w miejscu. I chociaż czasem naprawdę mam jej dosyć, zamykam się w pokoju i liczę do 10 by nie stracić cierpliwości, to i tak nie zamieniłabym jej na żadną inną. Te jej bunty, krzyki, stawianie się mają swój urok.

  7. sandra nowicka-nowak says: Odpowiedz

    Ciężkie tematy – nasza własna ambicja kontra miłość do dziecka.

  8. Rewolucja to mało powiedziane. Ja zostałam mamą późno. Trzeba sobie szczerze powiedzieć dzieci uczą pokory, wyzbywania się pewnych przyzwyczajeń. Super jak ktoś ma zdrowe dziecko i nie czuje tych ograniczeń, ale jak w zeszłym sezonie moi byli chorzy po 13 razy, to z tego siedzenia w domu i nocnego czuwania przy gorączce, czy wymiotach serio na głowę można dostać. Ktoś kiedyś zgrabnie to napisał, że dawniej były rodziny wielopokoleniowe i ta opieka się jednak rozkładała na więcej osób niż tylko matkę.

  9. Rzeczywiście też mam tak, że czasem miotają mną różne uczucia. Najlepsze, że to co idealnie sprawdza się w relacjach z moimi wychowankami, zupełnie nie działa w domu. I bą∂ź tu mądry … Oj, nie raz przeżywam wątpliwości co jest dobrze lub jak powinno być.

  10. Nigdy nie miałam sielankowej wizji macierzyństwa, a mimo to zaskoczyła mnie karuzela emocji, zmęczenia, frustracji i bezsilności na jaką wskoczyłam. Ale kiedy jestem u kresu sił przypominam sobie 7 lat walki o to, aby wskoczyć na tę karuzelę i już nie chcę z niej wyskakiwać

  11. Ja tylko teoretycznie, bo sama dzieci nie posiadam, ale…Rodzic ogólnie ma mnóstwo pracy z wychowaniem dziecka i każdy czasem czuje się tym nieco… przytłoczony. Pewnie efekty jednak tej pracy wynagradzają trudności:)

  12. To wszystko dopiero przede mną. Strach się bać :)))

    1. Nie bój się 😉 To wszystko wygląda jak manewry wojskowe, a w rzeczywistości to najbardziej fascynująca podróż w życiu 😀 Daję słowo jako ta zaprawiona w boju

  13. Przyznam, że uwielbiam ten chaos w procesie wychowania, nigdy do końca nie wiadomo, co czeka nas następnego dnia, ba! nawet w ciągu godziny całe nasze plany mogą wywrócić się do góry nogami, wyczekiwana cisza zostaje zastąpiona kłótnią rodzeństwa, obiad mający starczyć na dwa dni znika w trybie przyspieszonym, kurtka kupiona na zaś ma za krótkie rękawy, a czasu na wypicie w spokoju kawy w wielkim deficycie. 🙂
    Bookendorfina

  14. To jest właśnie zaskakujące, że w jednej chwili kochamy bezgranicznie, w drugiej jesteśmy bezsilni bo dziecko pokazuje, ze jest jednostką z własnym zdaniem, a my doznajemy frustracji. Z drugiej strony nie lubimy mieć niczego narzucanego.

  15. Wena Cię nie opuszcza widzę! Pięknie! Fajnie ubierasz w słowa sytuacje.
    Tez czasem jestem takim potworem z ulicy wiązów… 😁 Ale szybko sobie w tedy myśle … heej No co Ty tak nie może być! Wracaj uśmieszku 😉

    Pozdrswiam😉

  16. Bardzo miło się ciebie czyta, masz taki wysublimowany, delikatny język.

  17. Ciekawe jak to będzie, gdy zostanę mamą 😀 Pięknie piszesz!

    1. Ojjj będzie fascynująco, szalenie, wywrotowo 😉 PS. Dziękuję za miłe słowa

  18. Artykuł świetny, aczkolwiek ja mam wrażenie, że ostatnimi czasy wielu rodziców traktuje swoją rolę niczym męczeństwo. Mam przykład młodej pary, mającej dwójkę dzieci, pracującej na stanowiskach urzędniczych, dobrze zarabiających- ale oni nic, tylko narzekają!, że dzieci są czasochłonne, kasochłonne, brudzące, jedzące, stękające, itp. Kurde, to ja jestem chyba złą matką skoro nie narzekam…

    1. Takie czasy… zbyt wygodni się staliśmy. Wszyscy bez wyjątku. Ci stale narzekający są wykończeni odwieczną gonitwą nie wiadomo za czym – to nie dzieci ich maltretują, ale życie… nawał obowiązków, przerost ambicji etc. W domu oczekują spokoju, wyciszenia, relaksu… cóż… nie znajdują. Względnie mogą ci narzekacze po prostu nie sprawdzać się w roli rodziców – taką ewentualność też dopuszczam. Ewentualnie przeliczyli się… dwoje i więcej dzieci to już robota dubeltowa 😉 Z jednym egzemplarzem jest zawsze inaczej, łatwiej jest go okiełznać, uformować, wyciszyć…

  19. Masz rację, ten przewrót dokonuje się stopniowo i dyskretnie:)) rodzicielstwo mnie uczy samej siebie, zmusza do pracy nad sobą – bo skoro mówię dziecku ze czasami jak coś nie wychodzi trzeba byc cierpliwym, to sama tez muszę być cierpliwa…

  20. Rodzicielstwo zdecydowanie dodaje skrzydeł, aczkolwiek bardzo również uwidacznia nasze słabości jeśli chodzi o charakter…. i weryfikuje również stabilność związku i partnerstwo w rodzicielstwie. Najważniejsza jest miłość w rodzinie i to, byśmy jak najbardziej się starali dla naszych dzieci 🙂

  21. Wprost świetne opisanie macierzyństwa niebanalnym stylem! Ja też czasem się tak miotam. Teraz jestem na etapie „samodzielności” mojego dziecka. Stwierdzam, że jest o wiele fajniejsze niż wtedy, gdy było w 100 procentach zależne ode mnie. Ma 4 latka i od dłuższego czasu próbuje decydować, czasem wprawiając mnie tym w skrajne emocje. Bo ja bym w większości chciała, aby było po mojemu. Czas dojrzeć. 🙂

    1. To jest najlepsze. Dojrzewamy, dorastamy razem z dzieckiem. A najgorsze z kolei jest to, ze często zostajemy za nim w tyle…

  22. Powiem jedno – Twój tekst przeczytałam 2 razy! Pocisk! Jestem właśnie na takim etapie od kilku tygodni, gdy mój słodki, kochany bobas (znaczy teraz mały chłopczyk) zaczyna coraz bardziej wyrażać swoje ochoty i uczucia. Póki co, wychodzę z tego zwycięsko, ale czasem nie jest łatwo 😉
    I myślę, że to dopiero początek całej gamy doświadczeń, jakie nas wspólnie czekają! I choć bywa i będzie ciężko, jest to niezmiernie fascynujące, a te dobre momenty oddają wszystko z nawiązką 🙂

    1. Otóż to! Dla tych dobrych momentów warto się czasem (a nawet częściej niż czasem) pomęczyć. Satysfakcja i błogostan to droga przez mękę, ale warto 🙂 Mnie moje Zaciechy nieustannie dają do wiwatu, więc lecę dubeltowo 😉

  23. Świetny artykuł! Ja aktualnie jestem w totalnym dołku bezsilności. Maluszek domaga się uwagi cały czas, starszak z kolei pokazuje rogi, w domu chaos, ehhh wykończyć się można

    1. No to możemy sobie podać ręce 🙂

  24. Ale świetnie opisane emocje. I kapitalne porównania, tym razem do królestwa. Ja myślę, Lidka, że Ty kiedyś książkę napiszesz 🙂
    A jeśli chodzi o to, co się dzieje w życiu rodzica, kiedy się pojawi dziecko, to zgadza się, że to rewolucja. Przypuszczam, że uczcie, iż dziecko jest inne, niż sobie marzymy, wyobrażamy, będzie towarzyszyło nam do końca życia. Sama często czuję, że moja matka (a ja mam 40 lat) oczekuje ode mnie czegoś innego, niż robię. Sama też ostatnio się przyłapałam na tym, że wcale a wcale nie podoba mi się to, że moje dziecko nie chce być karmione piersią, skoro ja sobie zaplanowałam, ze będę to robiła dłużej. Było to dla mnie naprawdę trudne….ten wybór. Między moimi planami a akceptacją wyboru dziecka.
    Czekam na więcej Twoich rozmyślań….

  25. Nie mam dziecka ale mam wspaniałego, trzyletniego bratanka. Co prawda nie spędzam z nim tyle czasu co rodzice, ale widzę jak ogromnie absorbujące jest wychowywanie dziecka. Szczerze – podziwiam. Ja chyba nie dałabym rady.

  26. Kapitalne porównania z królewskiego dworu 😀 a emocje u rodziców biorą się z ich przekonań, tego co się nasłuchali i co sobie wymarzyli po zderzeniu z rzeczywistością czyli prawdziwym dzieckiem z krwi i kości, z własnym rozumem i jestestwem 🙂

    1. oj taaak, niestety umysł rodzicielski to nie „tabula rasa”. My dojrzali, świadomi, doświadczeni rodzice jesteśmy wypadkową wielu mniej lub bardziej istotnych „mądrości” życiowych 😉

  27. Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono. Pamiętam, jak wyobrażałam sobie rodzicielstwo, kiedy byłam w ciąży… potem, po urodzeniu dziecka, wiele tych wyobrażeń musiałam zburzyć i zbudować na nowo 😉

  28. życie to ciągła walka;)

    1. tak, i to na każdym polu.

  29. Nie jestem matką, ale mimo tych wszystkich negatywnych emocji – bardzo chciałabym nią być! 🙂 I być zmęczona, wystawiona na próbę itd. – ale i tak szczęśliwa i pełna miłości! 🙂

    Świetny wpis! A uczucia opisujesz niesamowicie 🙂

    1. Dziękuję Ci bardzo 🙂 Masz rację, nie można się niczym zniechęcać, bo ja wciąż nieprzerwanie twierdzę, że macierzyństwo to najlepsza przygoda życia. Przypomina trochę jazdę na rollercoasterze 🙂 ale w gruncie rzeczy jesteś tym przeżyciem zafascynowana. Pozdrawiam!

  30. Fajnie piszesz. W ogóle lubię, gdy rodzice nie mówią, że ich dzieci to tylko cud, miód i tiutu tutu. 🙂

    1. Nie no każde dziecko to cud, miód, malina, tyle że czasem (a nawet bardzo często) te wszystkie słodkości mają posmak goryczy 😀 Trzeba się tylko umieć do tego przyznać. Pozdrawiam

  31. Fajnie, że piszesz o takich rzeczach, a nie tylko samych „słodkich” tematach. Dobrze jest poczytać coś, co jest realne i prawdziwe 🙂

  32. Oj tam, byle przetrwać nastoletni bunt dzieci, potem to już z górki! A może rodzicom się poszczęści i dziecko zdecyduje się na studia w innym mieście? 😉

  33. Zmęczenie nie równa się szczęściu 😉 Najczęściej 🙂

  34. Ciekawy artykuł 🙂

  35. Nie jestem rodzicem, ale obserwuję takie sytuacje wśród znajomych. Są bardzo zmęczeni, wręcz wykończeni, ale tak szczęśliwi jak można to sobie tylko wyobrazić!

  36. Rodzicielstwo to wieczna walka, jednak oplacalna 🙂 Pozdrawiam i zycze wiele sil 🙂

  37. Blaski i cienie. Ciekawie napisane 🙂 Pozdrawiam!

  38. Jestem już po wszystkim, ciesze się wnukami – jest zupełnie inaczej niż z dziećmi. Życzę cierpliwości i wiele pozytywnych uczuć.

    1. Oj tak, zupełnie inna perspektywa. Tak naprawdę dopiero na tym etapie można sobie pozwolić na niepohamowaną radość z obcowania z dzieckiem

  39. Bywa kochana, że raz budzisz sie pierwsza żeby podtrzymywać, popracować i powitać śniadaniem. A drugi raz budzisz sie pierwsza żeby im pozamykać drzwi od pokoju… i miec spokój. Macierzyństwo jest przewrotne.

  40. Mi wlasnie towarzyszy takie uczucie, ze rodzicielstwo to mega wyzwanie i poswiecenie.

  41. Danuta Kitowska Nauczona.pl says: Odpowiedz

    sama prawda 😉

  42. Trafnie ujęte 😀 I jestem pod wrażeniem Twojego stylu pisania, pięknie, z gracją, lekko i bardzo elokwentnie zarazem. Brawo!

    1. Magda, dziękuję Ci serdecznie i pozdrawiam!

  43. Niestety , tak jest. Myslisz ,że jesteś w 100 % opanowanym , świadomym i racjonalnym rodzicem, ale dość szybko okazuje się ,że to dosyć złudne , bo nie wystawiane na ciężkie próby wyobrażenia o sobie samym ;). Myślę też , ze niestety dużą rolę w tym procesie odgrywają schematy relacji rodzic- dziecko zapamiętane w dzieciństwie. Robisz co możesz by nie popełniać błędów swoich rodziców ( wszystko to przemyślałeś milion razy !), a tu raz po razie wyskakuje trup z szafy 😉

    1. Nic dodać, nic ująć. Starasz się nie popełnić błędów rodziców, ale niestety popełniasz inne – swoje własne…

  44. „W jednej chwili jesteś w stanie doświadczyć tak skrajnych emocji, tak niesamowicie sprzecznych odczuć, że niejednokrotnie sama* własnoręcznie miałabyś* się ochotę omotać rękawem bezpieczeństwa.” – oj, tak rodzicielstwo to największa próba charakteru, na jaką wystawiony jest człowiek. Od bezgranicznej miłości po zgrzytanie zębami ze złości 🙂
    Tak się wykuwa charaktery 😉 Rodzice to jednak silne jednostki są.

  45. Rodzicielstwo to jedno z wielu marzen. Dazac do ich spelnienia zawsze musimy sie zapytac jaka cene jestesmy w stanie zaplacic. Wiadomo, ze bedzie wiele pieknych, wznioslych chwil, ale musimy przygotowac sie na porazki i bol bo to takze jest czescia zycia.

  46. Opisywane rozterki, emocje, stany są baardzo uniwersalne. Kazdy z nas ich doswiadcza, a jezeli jeszcze nie było mu dane to ma to jak w banku – jak to mówią- co się odwlecze….

    1. No niestety niemal każdemu przyjdzie się kiedyś zmierzyć z takim „przewrotem kopernikańskim” 😉

  47. Pozostając w klimacie sprzeczności, z nieskrywaną rozkoszą i i szpilą w sercu przeczytałam ten wpis. Rozkoszą, bo poniosła mnie lekkość pióra, szpilą w matczynym sercu, bo zabolała prawda. Genialne!

    1. no to z nieskrywaną szczerością powiem tak: już się rumienię 🙂

  48. Myślę, że każdy rodzic zna uczucie bezsilności i frustracji.Na dodatek z doświadczenia wiem, że czym dziecko starsze tym te uczucia atakują częściej. Niestety

    1. Czyli innymi słowy czeka nas odwieczna walka. Byleby to nie była walka z własnym dzieckiem, a raczej z samym sobą.

Dodaj komentarz