Życie bez tv? Bez żartów!

Tytułem wstępu: niniejszy tekst nie stanowi próby przekonania kogokolwiek do moich/naszych racji. Nie mieści się także w kryteriach jakiegokolwiek poradnika. Powstał raczej w reakcji na rzuconą pod nogi rękawicę: Jak można żyć bez tv?! Toż to średniowiecze! Otóż odpowiadam: można żyć i bynajmniej nie czyni to z nas prehistorycznych neandertalczyków 😉 Przynajmniej taką żywimy nadzieję.

Czy warto?

Zdecydowanie tak! Może trudno w to uwierzyć, ale jednak … jesteśmy rodziną, która świadomie i z całkowitą premedytacją ogranicza użycie ów obiektu do minimum, ABSOLUTNEGO minimum. Nie ma wypełniania domu sztucznymi dźwiękami, nie ma fanatycznego śledzenia seriali, ba! nie ma obowiązkowych wiadomości. Wiem… wiem… jesteśmy ignorantami telewizyjnymi, całkowitymi zacofańcami medialnymi. Każdego dnia popełniamy grzech „nieśledzenia”, „nieoglądania”, „niekibicowania komukolwiek w czymkolwiek”. Ale jest nam z tym dobrze i już.

Oczywiście odbiornik jako takowy posiadamy. Nie jest to wszak atrapa ani eksponat, choć do niedawna  można go było za takowy uznać 😉 Mamy co prawda pewną awersję do całodziennego dudnienia, jednak  urządzenie to bywa w użyciu incydentalnym. Znaczy to mniej więcej tyle co: okazjonalne wykorzystywanie go w roli projektora, głównie bajek. Ponieważ nie chcemy wychować dzieci na przedpotopowych archaików ani odbierać im blasków dzieciństwa, zasadniczo raz dziennie załączamy mechanizm i oglądamy w dawce oscylującej bliżej wartości poniżej przeciętnej. Kibicujemy więc „świnkom Peppom”, śledzimy niebywałe przygody „Strażaka Sama”, oglądamy ponadczasowych „Bolków”, „Reksiów”, „Misiów Uszatków”. Czasem starsze Zaciszaki (tj. mama i tata) siadają wieczorem przed odbiornikiem i czyszczą umysł z trosk dnia powszedniego.  Jednak to niezmiernie rzadka praktyka, bo zazwyczaj wybierają inne, bardziej absorbujące zajęcia.

Dlaczego warto?

Nasz wybór jest wynikiem świadomego procesu dojrzewania do tej decyzji. Z całą świadomością można ów wybór podsumować dwoma słowami: odtrutka i wolność. Żyć bez codziennego monitorowania telewizyjnej rzeczywistości to jak codzienny detoks. Nie zaśmiecamy sobie głowy bzdurnymi, pseudoapokaliptycznymi wieściami z kraju i ze świata, w nosie mamy tyrady słowne przemądrzalców telewizyjnych, speców od wszystkiego i od niczego. Cóż oni mogą wnieść do naszego w miarę poukładanego żywota? NIC. Nic sensownego, nic ważnego, nic wartego uwagi. Absolutnie nic.

Efekt tej telewizyjnej ascezy? Nie do przecenienia. Życie staje się spokojniejsze, łagodnieje i jest zdecydowanie bardziej lekkostrawne. Nie zgrzytasz zębami na widok spreparowanych twarzy różnego typu działaczy, fatalne prognozy ekonomiczne zatruwają życie innym (nie Tobie). Ty i tak wcześniej czy później odczuwasz, w którą stronę zmierza rzeczywistość i reagujesz instynktownie, bo dysponujesz przecież władnym instrumentem o nazwie „mózg”.

I jeszcze jedna korzyść, obecnie wręcz na wagę złota. Czas. Odzyskujesz stracone minuty, godziny, dni. Nagle stajesz się bogaczem, hegemonem i kreatorem rzeczywistości, który ni stąd ni zowąd może więcej. Nie dostajesz wszystkiego na tacy, ale sam – na tyle ile to możliwe – kreujesz swoje myślenie i działanie. Nie do przecenienia.

Na własne ryzyko

Bierzesz rozwód z cyfrowym pudełkiem? Robisz to na własną odpowiedzialność, przyjmując na barki wszystkie  tego konsekwencje. Jakie? Ano właśnie w tym cały szkopuł. Licz się z tym, że w pewnych kręgach będziesz się czuł/a niczym przybysz z innej galaktyki. I albo wyjdziesz na mruka i niedoinformowanego barana, albo zyskasz zaszczytny tytuł odmieńca, dziwaka i jaskiniowca zarazem. Zapewniam, że takim mianem zaszczycić Cię może zarówno zacny profesor akademicki, jak również brygadzista z placu budowy.

No fakt. O czym tu z Tobą rozmawiać, skoro nie wiesz: ilu pasażerów pochłonęła katastrofa lotnicza w „Nibylandii”, kto wiruje na lodzie, kogo obsobaczył ten czy tamten, kto złamał nogę podczas tańca połamańca, a kogo obśmiali pajacarze-kabareciarze… O książkach, które masz teraz czas przeczytać? – Kto w dzisiejszych czasach czyta? I to jeszcze książki z papieru?? O dobrej muzyce? – To o niej się w ogóle rozmawia? Ależ skąd! Do niej się przecież podryguje. O czasie wolnym? – Jakim czasie wolnym? Przecież wszyscy zarobieni po pachy! O rodzinie? – Po co komu rodzina? Wystarczy telewizor.


PS. Skoro dotrwałeś/łaś do tego miejsca, znaczy to ni mniej ni więcej tyle, że dał(a)byś radę wejść na podobne ascetyczne tory. Może w takim razie dołączysz do naszego stowarzyszenia dziwolągów?

Skomentuj

20 Replies to “Życie bez tv? Bez żartów!”

  1. A ja tam bym mogła żyć bez telewizora, za to bez internetu już nie 😉

  2. Och, jak j Ci zazdroszczę. Nie oglądam telewizji. Wcale. Serio serio. Raz na jakiś czas mam potrzebę obejrzenia filmu, więc wybieram się na niego do kina, ewentualnie na komputerze. Potrafię siedzieć w ciszy i tv nie włączyć cały dzień. To mi odpowiada. Niestety nie mieszkamy sami, przeprowadzamy się dopiero za kilkanaście miesięcy. U mojej teściowej tv jest tłem dla życia rodzinnego. Nawet w święta.

  3. Rodzina mieszkająca w kamienicy na przeciwko moich okien, ma tak ogromny telewizor (i nie uznaje żadnego rodzaju zasłon), że będąc u siebie, mogłabym wspólnie z nimi oglądać kolejne seriale i teleturnieje 😉

    1. Jest jakiś plus, przynajmniej oszczędzisz oczy no i prąd 🙂

  4. My nigdy nie mieliśmy TV. Od 5 lat kiedy mieszkamy z mężem razem. Więc w sumie to nie wiem o czym piszesz :). Dla mnie już dziwne jest mieć TV w domu :).

    1. No i rewelacja 😀

  5. Super! Ja sama odbiornik też w domu mam, ale mój kontakt z nim ogranicza się w zasadzie do ścierania z niego kurzu raz na jakiś czas. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy pierwsze co robią po przyjściu z pracy do domu – to włączenie tego pudła. Całe ich życie ma ścieżkę dźwiękową z telewizora – seriale, reklamy, wiadomości. Moja rodzina dziwi się, jak można nie oglądać wiadomości. Nie wiedzieć, co się dzieje w świecie… Ano można. Wcale mi tego nie brakuje. Polityków mam tam, gdzie oni mnie – w nosie 🙂 Telewizor strasznie ogłupia. A gdzieś nawet czytałam, że oglądanie seriali wpędza w depresję.
    Pozdrawiam! 🙂

  6. U nas telewizor służy dokładnie do tego samego co u Was „urządzenie to bywa w użyciu incydentalnym” i również wykorzystujemy go jako projektor bajek – też w niezbyt długim wymiarze czasowym.
    Osobiście nie lubię telewizji. Zdarzają się fajne programy, ale one są kroplą w morzu bzdurnych reklam i seriali paradokumentalnych z „wyrafinowaną” grą aktorską. Mogłabym i nawet chciałam żyć bez telewizora, jednak mąż nalegał i kupiliśmy. Ale większość czasu stoi i się kurzy 🙂
    U moich teściów telewizor gra non stop – bardzo mnie to denerwuje, bo wprowadza chaos, odwraca uwagę, przykuwa niepotrzebnie wzrok. Gdy biorę do nich ze sobą książkę, to nie mogę się na niej skupić, bo słyszę tylko telewizor.
    Dobrze, że później wracam do spokojnego domu.

  7. Dla mnie telewizor mógłby nie istnieć. Wolę raz na jakiś czas iść do kina w miłym towarzystwie:)

  8. Ja bez telewizora żyję od dzieciństwa. Kiedyś byłem uważany za strasznego cudaka, teraz coraz więcej osób nie posiada telewizora i brak odbiornika w mieszkaniu naprawdę mało kogo dziwi. Jeżeli wyjeżdżam na wakacje, to bardzo sobie cenię kwatery bez telewizorów w pokojach 🙂

  9. Takie życie jest możliwe, ja jednak wolę z TV :). Poza tym jeżeli te same śmieci oglądamy w komputerze to szczerze mówiąc nie widzę większej różnicy w oglądaniu czy nie oglądaniu TV :). Ja oglądam głównie dla seriali i filmów, wiadomości oglądam najczęściej rano na tablecie 🙂

  10. Brak TV to moja rzeczywistość od lat. Włączam tylko kanały muzyczne jak przyjdą goście 🙂

  11. Od lat nie mam telestfora w mieszkaniu i bardzo mi z tym dobrze! Przestałam tez ogladac seriale, bo ciagle czułam że jestem w tyle, że mam jakieś zaległości, co powodowało u mnie… frustracje (?!).

    I o ile bardzo dobrze mi z tym ze „nie marnuje” czasu na to, to jednak czuje czasami.. hmm.. pewien dyskomfort gdy po kolejnym soczystym odcinku wspolpracownicy zachwycaja sie w kuchni fabułą czy efektami sepcjalnymi, a ja nawet do końca nie wiem o czym jest ten serial 🙂

    1. ta specyficzna niewiedza jest w tym wszystkim najbardziej zabawna 🙂

  12. od ponad 10 lat żyję bez telewizora i co mnie najbardziej zadziwia, to… nieustanne zdziwienie ludzi, którzy przychodzą do nas pierwszy raz i szukają telewizora… 😉 nie ma i nie będzie – bez wyrzeczeń, nie dlatego że nas nie stać, nie dlatego że jesteśmy eko świrami, po prostu nie czujemy potrzeby posiadania 🙂

    1. Przywykło się, że „pudełko” jest stałym wyposażeniem wnętrz… Wchodzi Ci człowiek do mieszkania i w jego standardzie mieści się właśnie rozbudowane kino domowe. Wchodzi, a tu pusto. Nie ma! Jak to możliwe, pyta?! Same kwiatki, obrazki, wazony… Gdzie jest telewizor?! Ni ma. Pusto! Ta przerażająca pustka tak naprawdę wzbogaca nasze życie, czego niestety niewielu jest świadomych.

  13. Mamy w domu pewna zasade i nie ogladamy tv przy obiedzie, tak co dzien jemy wspolnie rodzinny obiad 🙂 Mamy tv ale raczej sluzy nam do przegladania na nim zdjec, czy obejrzenia serialu w internecie. Ale najczesciej jest wykorzystywany jako monitor do gry jak wpadaja kolezanki naszej corki.
    Spokojnie mogloby go nie byc, bo wszystko to mozna zrobicna ktoryms z komputerow 🙂
    Ale czy zapedzalabym sie w przyklejanie tutaj etykietki ascezy? Chyba nie, po prostu tv nie jest nam potrzebny do szczescia. Ja osobiscie nie sledze wiadomosci, nie odczuwam potrzeby i denerwuja mnie najczesciej. Za to moja druga połowa sledzi wiadomosci w internecie ale raczej mnie nimi nie obarcza 🙂
    Pozdrawiam i zycze wytrwalosci 🙂

    1. Ta nasza domniemana asceza to taki ukryty sarkazm, bo my jednogłośnie wyrzekliśmy się „pudła”. Jednogłośnie czyli decyzję podjęli decydenci w składzie mama i tata (tzw. Zaciszni), a mikroludzikom (Zacieszkom) póki co bez prawa głosu przyszło tę dyrektywę zaakceptować. Na chwilę obecną brak jest oznak szykowania jakiejś rebelii. O dziwo, nawet małego buntu nie ma :O Pożyjemy, zobaczymy!

  14. Jak dla mnie życie bez tv jest możliwe bo seriale można oglądać w internecie 😀 Pozdrawiam

    1. Sęk w tym, żeby nie dać się wplątać w taki serialowy kołowrotek 🙂 Inaczej mimowolnie stajemy się zakładnikami telewizji. Pozdrawiam

Pozostaw odpowiedź Zaciszaki Anuluj pisanie odpowiedzi