Dziecko – Twój papierek lakmusowy cz. II

Przestępuje próg domu. Rygluje drzwi. Oddycha z ulgą. Stopniowo schodzi całodzienne napięcie. Czuje się niczym nabuzowany balon, z którego raz po raz uwalnia się niepotrzebne ciśnienie. Kurtyna opada i z impetem uderza o podłogę. Przeciera obolałą, napiętą z wysiłku twarz. Poluzowuje obrożę wszędobylskiej presji… Wszystkie hamulce może w końcu zwolnić. Być sobą… Pokazać twarz… Prawdziwą twarz…

Operacja „Kamuflaż”

Żyjemy w dobie wszechogarniającej poprawności. Niemal każdego dnia napychamy głowę popularnymi, pięknymi, wymuskanymi frazesami. Wymagania nieustannie idą w górę, a my z uporem maniaka czynimy starania, by żyć pełnowartościowo i z poklaskiem. Ale co, jeśli rzeczywistość nas przerasta? Przygasamy albo puszczamy w obieg wykreowany wizerunek siebie samego. Rozświetlamy więc ciemne zaułki swojego żywota…  doskonalimy to, co wstydliwe i nieudolne… mimowolnie wybielamy… uszlachetniamy… liftingujemy. Żyjemy tak, jak wypada, jak należy, jak aktualnie zalecane. Z uporczywą wręcz zawziętością silimy się zatem na cenioną tolerancję. Ze wszech miar pożądamy u siebie przedsiębiorczości i zaradności. Zacięcie przeczesujemy osobowość w poszukiwaniu skrywanej nie wiadomo gdzie kreatywności i pomysłowości. W jednej chwili z ponuraka stajemy się rozweselonym, towarzyskim humorystą. Chcemy być otwarci na nowości, porażać innych przeszywającą błyskotliwością,  zadziwiać wielowymiarową wiedzą,  epatować inteligencją, oczytaniem, manierami…

Na placu boju…

Tak, mamy moc. Jest w nas ogień. Każdego dnia odpalamy motor, by uruchomić swój wielopłaszczyznowy potencjał. Bądź taki, siaki i owaki. Bądź poprawny albo totalnie pozbawiony poprawności. Niejednokrotnie ulegamy pokusie i próbujemy się dostosować do kogoś lub czegoś, ukrywając przy tym swoje prawdziwe oblicze. Lawirujemy tu i tam, wśród jednych i drugich. Tu wypada tak, a tam nijak. Wypada tyleż samo, co nie wypada… Głowa puchnie od otaczających nas mądrości, ale przemy dalej ku wiecznej chwale.

Dzień w dzień wtłaczamy w swój żywot nowe wyzwania, świeżutkie trendy i coraz to korzystniejsze scenariusze na udane i sprawnie funkcjonujące życie. Kreujemy własny, nietuzinkowy świat. Naturalnie mamy prawo wyboru. Nikt nie przymusza przecież do biegania po ulicach ze sztandarem tolerancji, nikt nie nakazuje być kreatywnym, przebojowym, wiecznie uśmiechniętym czempionem… Przecież jesteśmy sprawcami własnego losu – sami dobieramy priorytety, sami obieramy kierunek… a potem robimy wszystko, by temu sprostać. Formujemy więc na siłę produkt na miarę docelowej grupy odbiorców i…  na miarę siebie samego, bo tak naprawdę to my sami narzucamy sobie jarzmo geniuszu. Chcemy być dopieszczani, doceniani, respektowani. Chcemy się liczyć, mieć dobre notowania niczym ekonomiczny gigant na miarę nowojorskiej giełdy. Nakręcamy więc tę bałamutną spiralę odwiecznej pogoni za akceptacją. Ale wszystko do czasu…    

Dekonspiracja

Prędzej czy później przyjdzie zużycie i zmęczenie materiału… Kiedyś prawdziwe poglądy wypłyną na powierzchnię. Język wyzwoli się z narzuconych barier. Nawyki wezmą górę nad kontrolowanym, wyuczonym zachowaniem. A jeśli nie, to… jest jednak jeszcze KTOŚ. Ktoś naturalny, pozbawiony wypracowanych przez lata hamulców, blokad i przykazów poprawności, nieskalany fałszem, hipokryzją, Obce są mu pozy, gra pozorów, teatr słów… gestów… działań… i zachowań…

Niezależnie od tego, w jakim stopniu i czy w ogóle żyjesz wedle powyższego scenariusza, Twoje dziecko zawsze wystawi Ci solidny rachunek sumienia… Nikt inny nie zdoła w tak sugestywny i naturalny sposób obnażyć Twoją prawdziwą, autentyczną twarz… Ta mała myśląca istota jest obok, patrzy, czujnie obserwuje, przetwarza i wreszcie wdraża w życie… Twoje własne schematy życiowe. Czerpie z nich pełnymi garściami. Ono samo nieświadomie, za to z wierną dokładnością

zdradzi Twoje nawyki

obnaży zadomowione w głowie słownictwo

uświadomi emocje te dobre i te całkiem wstydliwe

zdemaskuje spychane w ciemny kąt poglądy

wreszcie …

ujawni słabości

przed Tobą samym i nie tylko

a wszystko to w najmniej oczekiwanym momencie…

Dlaczego? Bo to Twoje zwierciadlane odbicie… Czyste, nieskalane, pozbawione tak misternie konstruowanej przez Ciebie maski. Ono nie musi się jeszcze nikomu przypodobać, nikogo nie adoruje, od nikogo nie oczekuje aprobaty. Nikogo poza Tobą samym. Stara się być więc takie jak Ty. Chłonie niczym gąbka, wiernie kopiuje i odtwarza WSZĘDZIE. W Twoich czterech ścianach, a – co najważniejsze – także poza nimi. Z czasem samo wypracuje własny system obronny i od Ciebie zależy czy będzie lawirować między fikcją i szczerością czy może zbuduje autentyczne poczucie własnej wartości… i będzie potrafiło otwarcie prezentować prawdziwe poglądy…

Czy jednak mimo wszystko warto odgrywać ten cały spektakl?

„Zaciszna”

PS. A jeśli macie jeszcze ochotę na poprzednią porcję refleksji spod znaku „rodzicielstwo obnaża”, zapraszam tutaj

 

Skomentuj

46 Replies to “Dziecko – Twój papierek lakmusowy cz. II”

  1. Bycie Rodzicem to wyzwanie. Ja o tym tak wcześniej nie wiedziałam. Bo wszystkie moje emocje, zachowania widzi i po części odwzorowuje 5-letnia Smerfetka. Chcę aby w przyszłości była silną, mądrą kobietą, która spełnia swoje cele i marzenia. Muszę jej pokazać to swoim działaniem. Bardzo odpowiedzialna rola. I dziękuję, że mi w ten sposób o tym przypomniałaś. Pozdrawiam Kasia

  2. Rozmawiam z córką o wszystkim. Dostosowuje to do jej ‚możliwości’, ale staram się otwarcie mówić o emocjach i pozwalam jej także na emocje. Nie jest hajnidem, ani rozkapryszonym dzieckiem które krzyczy i tupie gdy czegoś chce. Mój problem to nieumiejętność przyjmowania maski. Zmniejsza to ryzyko ‚gościnnych występów’ mojego dziecka 🙂

  3. Zdecydowanie tak 🙂 Aż do przesady 😀

  4. Ciekawie napisane

  5. Oj tak! Nic dodać, nic ująć. Dziecko mobilizuje nas do bycia lepszą wersją siebie 🙂

  6. Dokładnie tak jest – nic dodać, nic ująć. Jeśli chodzi o relacje z dzieckiem to choćbyśmy nie wiem jak się usiłowali maskować – ono i tak bez pudła odgadnie wszystkie nasze nastroje, słabości i emocje, które nami targają.

  7. Mądre słowa. Nie tylko dzieci uczą się od nas, ale i my od nich. Z jednej strony warto zatem uważać na to, jakie swoje postawy prezentujemy dziecku. Czy będzie dorastało w przekonaniu, że trzeba ukrywać swoje prawdziwe oblicze i potrzeby oraz silić się na określony styl życia zamiast postępowania w zgodzie ze sobą? A z drugiej strony czy nie warto chłonąć jak najcenniejszej lekcji tego, co nasze dzieci nam wytkną, pokażą i ujawnią o nas samych?

  8. Duzo w tym prawdy ! Dzieci sa do bolu szczere, uczciwe i obserwuja nas non-stop ! Nie da sie przy nich nosic maski i nabierac je co do naszego charakteru… Szczerze mowiac, to musi byc troche stresujace dla rodzica miec takiego chlodnego obserwatora zawsze obok siebie.

  9. super napisane! 🙂

  10. Pięknie, ładnie, szkoda tylko, że do tych, którym to by się naprawdę przydało to nie ma szansy trafić – w sensie, że nawet jakby im to podać i podsunąć pod nos, to nie nie przeczytają, nie zrozumieją i nie przyjmą.
    Chodzi mi o ludzi, którzy naprawdę, szczerze i z całego serca nie znoszą siebie, a potem (mniej lub bardziej świadomie, dosłownie i intensywnie) mszczą się na dzieciach, które wyrastają zupełnie nie takie, jakimi oni sami chcieliby być – i w związku z czym traktują je jak zgniłe jaja.

    1. Dużo prawdy jest w tym, co piszesz. Świata nie zbawimy, ale mimo wszystko warto próbować.

  11. Bardzo przydatny tekst, trafia w punkt.
    Pozdrawiam!

  12. trafiłaś w samo sedno! i pokazałaś jakie rodzicielstwo ma wpływ. Dzieci obserwują, papugują – musimy się z tym liczyć.

  13. Tak bardzo sie z Toba zgadzam!!
    A najlepsze ze wielu ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy ze dzieci chlona jak gabki.

  14. Ależ przyjemnie mi się czytało Twój tekst. 🙂 Przede wszystkim trzeba oddzielić dwie rzeczy – udawanie kogoś, kim się nie jest, a dążenie do „bycia lepszym” (jakkolwiek to człowiek rozumie). Dopóki uczciwie dąży się do bycia lepszym i przyznaje się, że ma się wzloty i upadki, to moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Mnie mierzi nieszczerość i pozerstwo, udawanie, że ma się idealne życie.

    1. A mnie z kolei przyjemnie się czytało Twój komentarz, bo całkowicie oddaje także moje poglądy w tej materii 🙂 Pozdrawiam

  15. No i znowu w punkt! Pierwsza część tego wpisu dała mi wiele do myślenia, a przy czytaniu powyższego tekstu zaparło mi dech! Świetnie napisałaś to, jak wygląda i jakie efekty przynosi rodzicielstwo 🙂 Jestem dopiero na samym początku wychowawczej drogi, więc nie wiem jeszcze jakie rezultaty i owoce całość przyniesie…

    1. Oj, Kochana. Mnie też jeszcze dużo czeka zanim będę mogła zweryfikować swoje wychowawcze wędrówki. Pomyłki, mniejsze bądź większe błędy są w zasadzie nieuniknione, bo idealni przecież nie jesteśmy. Jednak świadomość, refleksja i rozwaga są naszymi sprzymierzeńcami 🙂

  16. Kiedyś usłyszałam mądre słowa, że w innych najbardziej przeszkadza nam to, z czym sami mamy problem. Myślę, że przy dzieciach działa ta sama zasada. Na co dzień nie zastanawiamy się nad sobą i dopiero jak dziecko powiela nasze nawyki, to odkrywamy jakie to wkurzające dla otoczenia.

  17. Magda | Dopracowani says: Odpowiedz

    Bardzo wartościowy tekst, nie tylko dla rodziców ale też dla przyszłych rodziców🎈

  18. Oh jakie to prawdziwe 🙂 Dzieci przejmują niemalże wszystkie nawyki i zachowania rodziców, a później ci się dziwią dlaczego dziecko odpowiedziało tak a nie inaczej. W każdym razie nie ma co udawać i sie zmieniać dla świata, trzeba być sobą i pozwolić dziecku oglądać nas takimi jacy jesteśmy, by ono kiedyś nie odgrywało takich „:sepktakli”

  19. Dokładnie tak! Dziecko to w końcu 100% my, czyli rodzice. Jeśli sami będziemy się zachowywać jak rozwydrzone nastolatki to dziecko bardzo szybciutko przejmie nasze zachowanie 🙂

  20. To prawda! Ale to chyba największa mobilizacja i motywacja do tego, by żyć lepiej, uważniej, bardziej świadomie. Od kiedy zostałam mamą bardziej zwracam uwagę na wszystko co robię, mówię, na decyzje które podejmuję. I jest mi z tym lepiej i czuję, że robię słusznie, bo mam komu dawać przykład.

    1. Otóż to. Rodzicielstwo w dużej mierze stanowi o naszym dalszym rozwoju w kwestii psychiki, mentalności, osobowości.

  21. Świetnie napisane 🙂 Dzieci chłoną jak gąbka wszystko co je otacza, szczególnie w młodym wieku, więc warto dawać im prawdziwy dobry przykład, bo udawanie wyjdzie prędzej czy później 🙂

  22. Doskonały tekst. Dzieci są naszym odbiciem lustrzanym, choćby różniły się od nas o 180 stopni! Bo może mają bardziej dynamiczny temperament, skłonność do zjadania brukselki i oczy niebieskie, nie piwne, ale… też raz w tygodniu wywalają zawartość swojej szafy i porządkują (jak mama), prowadząc auto żują gumę (jak tata) itd.

  23. Mam dorosłe dzieci i widzę jak wiele przeniosły z naszego życia. To cudownie, że mogliśmy im przekazać nasze wartości i tradycje.

  24. O tak, dzieci chłoną jak gąbka i zdecydowanie nie przejmują się tym, co wypada – ale ja podobnie 😀 Tak więc wspólnie gramy ludziom na nerwach – szczególnie w trakcie wizyt u nas w domu, gdzie można rzucać piłką, skakać po materacu, a dom dostosowany jest bardziej do potrzeb i możliwości dziecka niż do wygórowanych wymagań estetycznych gości 🙂

  25. no cóż, mi się do dzieci nie śpieszy mimo 30 na karku 😛 Obserwuję znajomych z dziećmi i wiem, że nie zawsze jest różowo, właściwie to z tego co widzę najczęściej jest męcząco-nerwowo-nieróżowo, ale kiedyś ten moment pewnie i dla mnie nadejdzie 😉

    1. 🙂 nadejdzie na pewno. Wtedy przekonasz się, że w tym nerwowo-nieróżowo-męczącym zagajniku piękne zaułki są. Naprawdę 😀 Wierz mi, rodzicielstwo faktycznie uszlachetnia, o ile podchodzisz do niego w sposób świadomy.

  26. Ze szlachetnych nasion nie wyrosną chwasty i odwrotnie z nasion chwastów nie będzie pięknych, dojrzałych owoców. Jak dla mnie bardzo wartościowy post, obnażający niestety nasze (dorosłych) słabości. Widzę tu potwierdzenie tezy: chcesz zbudować jakąś wartość w dzieciach, zacznij od siebie.
    Jak zwykle miło było mi tutaj gościć 🙂 Pozostając w ciągle jeszcze refleksyjnym nastroju pozdrawiam serdecznie 🙂

    1. „Ze szlachetnych nasion nie wyrosną chwasty i odwrotnie z nasion chwastów nie będzie pięknych, dojrzałych owoców” – pięknie to ujęłaś 🙂 Pozdrawiam i zapraszam wciąż, nieprzerwanie, bo wiesz, że miło mi Ciebie tutaj gościć!

  27. Bardzo mądry tekst! Rodzicom wydaje się czasem, że dzieci wychowuje się, mówiąc im, jak należy się zachowywać. Błąd – dzieci uczą się przez naśladowanie i to one najlepiej nam pokazują, jacy jesteśmy naprawdę. Uczyłam kiedyś włoskiego grupy przedszkolaków i naprawdę wiedziałam o ich rodzicach znacznie więcej, niż miałabym ochotę…

    1. Ojjj tak… Przedszkolaki to istna kopalnia wiedzy. Widzisz zachowanie dziecka, jego reakcje, sposoby na zabawę, słyszysz jego język i masz konkretną diagnozę. Ilu rodziców sobie z tego w ogóle nie zdaje sprawy, to już inna kwestia. I tak oto dla przykładu: pod pięknym, stylowym płaszczem zadbanej pani x ukrywa się stado ropuch :/

  28. Mam w domu trzylatka, który idealnie odwzorowuje zachowanie osób z którymi spędził cały dzień. Ostatnio złapałam się na tym, że usłyszałam od niego „Później poczytamy, bo teraz jestem bardzo zły”. Faktycznie miałam okropny dzień… Ale są takie momenty, że aż serce rośnie. Np. gdy słyszysz jak Twoje dziecko biega na placu zabaw i woła „Aniołku, dziewczynko chodź podzielę się zabawkami” lub, gdy bierze Cię za rękę i mówi „Nie bój się jestem obok”.

    1. Oto i kwintesencja bycia rodzicem…

  29. Świetnie to ujęłaś. Niezwykle trafnie. Tak, jak piszesz od dzieci możemy się dowiedzieć to, co im dajemy. Są naszym zwierciadłem. Ja staram się jak mogę, żeby przekazywać moim szacunek, miłość i unikam, jak ognia „głupich zwrotów”. Niestety moja mama nie. Dokładnie wczoraj przy kolacji mieliśmy właśnie taką sytuację. Mój najmłodszy synek (6 lat) mówi do swojej babci w reakcji na jej upomnienia odnośnie jedzenia przez niego posiłku „nie tak jak trzeba” : „babciu, oszalałaś?”. Naturalnie rzuciły mi się na usta słowa broniące moją mamę – jakby nie było jest starszą kobietę. Ale pytam synka – „Mikołaj, skąd ci przychodzą takie słowa do głowy?”. I dokładnie, dokładnie w tym samym momencie mój średni syn (12 lat) chyba (bo nie widziałam tego dokładnie) wrzucił bardzo dużo łyżeczek cukru do herbaty a moja mama skomentowała to „Paweł, oszalałeś?”.
    A co do książki – to ja też uważam, że powinnaś o tym poważnie pomyśleć 😉

    1. Monika. Ty to chyba najlepiej wiesz… dzieci chłoną zewsząd. To tak doskonali obserwatorzy, posiadający niezmiernie czujne oko. Wyłapują wszystko: słowa, mimikę, gesty, reakcje, schematy zachowań. Zaobserwują, wyłapią, przetworzą i zastosują. Bez litości. Nie ma zmiłuj 🙂 Nie ma rady, trzeba się mieć na baczności 😀 Niestety wszystkich nie zmusisz do świadomego obcowania z dziećmi. Z czasem czynniki kształtujące ich charakter stają się coraz bardziej niezależne od nas – rodziców. Niestety.

      Achhh ta książka… Ty mnie jeszcze przekonasz i co będzie? 😉

      1. Będę dalej przekonywać….. 😉
        I tak, jak piszesz dzieci to niezwykle przenikliwi obserwatorzy. Ale my – rodzice jesteśmy tylko ludźmi. Chociaż chcemy świadomie wychowywać dzieci i się pilnować, to jednak czasem się nam wymsknie coś, czego wcale nie chcemy powiedzieć…… 🙂

        1. Dokładnie tak. Nikt z nas nie jest też alfą i omegą, ani idealnie skrojonym manekinem. Mamy prawo popełniać błędy. Ważne, aby wyciągać z nich naukę i być ich świadomym pewnych konsekwencji.

          PS. A tę książkę możemy skroić razem 😀 Ja polecę eseistycznie, a Ty zamieścisz rzetelny komentarz 🙂 Wchodzisz w to?

          1. Dziękuję za Twoją propozycję. To dla mnie ogromny zaszczyt i kwestia do poważnego rozpatrzenia, co zamierzam zrobić 🙂

          2. Uczyń mi ten zaszczyt i przemyśl 🙂 Resztę obgadamy w kuluarach. Pa!

  30. Zgadzam się! Co dzieciom dajemy, czy to będzie miłość, czułość, szacunek czy wręcz przeciwnie przykre słowa, agresja, to wraca do nas. Wcześniej niż się tego spodziewamy.

  31. Świetnie napisane – powinnaś pomyśleć o swojej książce.
    Zaś pomijając warstwę językową – merytorycznie jesteś również wygraną. Tak, masz rację. Myślę, że do refleksji dla każdego rodzica.
    Ge-nial-ne!
    Pozdrawiam Cię serdecznie,
    SC

  32. Bardzo podoba mi się Twój artykuł. Moje dzieci traktuję z szacunkiem. Uważam, że każde z nich, to taki sam człowiek, jak mój klient czy partner biznesowy, tylko mniejszego wzrostu i młodszy. Mam świadomość, że mnie ocenią – bo tak samo ja oceniam spójność przekonań i działań moich rodziców. Dlatego dokładam wszelkich starań, by to co mówię i w co wierzę przekładało się na to, co robię.

    1. I chwała Ci za to! Słowa bez pokrycia, wyssane z palca mądrości są marnym orężem, jeśli sami ich nie stosujemy w praktyce. Najgorszym błędem jaki możemy popełnić jest traktowanie dzieci jako istoty pozbawione umiejętności obserwacji, analizy i przetwarzania dostępnych im informacji…

Dodaj komentarz