10 sposobów na przytulny salon

1. Dopasuj wnętrze do siebie: ma być wygodne, komfortowe, miłe. Ważne, żeby czuć się w nim dobrze, bezpiecznie i swobodnie. Dobrze, jeśli jest choć odrobinę spersonalizowane. Ulubione dodatki, ukochane zdjęcie, obraz itd. My przykładowo mamy jedną małą ściankę zarezerwowaną wyłącznie na dzieła rękami własnymi stworzone 🙂 I wcale nie muszą to być wymuskane i wypieszczone arcydzieła. Na tej ścianie usytuowane są takie nasze małe cudeńka, które dla osób postronnych być może nie stanowią żadnej większej wartości. Można tu między innymi znaleźć produkty dziecięcej fantazji, a więc te stworzone przez małe rączki sztuk cztery.

2. Pamiętajmy o jednej ważnej zasadzie: dekorować, nigdy nie zagracać.

Wybierzmy kilka ładnych, pasujących do nas i do naszej osobowości dodatków. Dlaczego mają pasować do nas? Bo przytulny salon to miejsce, w którym gromadzi się cała rodzina. Tutaj świętujemy, tutaj spędzamy wspólnie czas, tutaj też bawimy naszych gości. Wnętrze musi, a przynajmniej powinno być nasze. A to właśnie dodatki mówią o nas najwięcej. Możemy aranżować sobie pokój w sposób dowolny: na modłę modernistyczną lub tradycyjną, wielkomiejską lub swojsko-sielską, funkcjonalną i uporządkowaną lub fantazyjną i  niekonwencjonalną. W każdym (lub prawie każdym) wnętrzu możemy wypracować wrażenie przytulności. A tę tworzy właśnie osobisty, niepowtarzalny, swojski klimat, czyli pochodna naszej osobowości. Dodatki zdradzają nasze upodobania, nawyki, pragnienia. Trzeba je tylko umieć utrzymać w ryzach – umiar za wszelką cenę. Gigantyczna armia bibelocików wprowadzi nieład, spotęguje wrażenie chaosu i doprowadzi nas do furii podczas sprzątania.

3. Postawmy na ciepłe, pastelowe kolory. One naprawdę pobudzają w nas miłe, pozytywne uczucia. O wpływie kolorów na nasze usposobienie piszą naukowcy, ale tak naprawdę wystarczy wsłuchać się we własne odczucia i od razu wiemy, jaka barwa przynosi ukojenie i „przytula”. Ja osobiście nie widzę salonu w kolorach błękitu, ale amatorzy tegoż koloru niechaj wiedzą, że w dzisiejszych czasach nawet tej barwie można nadać odcień ciepła. Mogą też wybrać dodatki w odcieniach chabrowych.

4. Wybierzmy kontrastowe dodatki.

Mają pobudzać, energetyzować i przełamywać monotonię pasteli. Przytulny salon nie jest ani mdły, ani nudny, ani tym bardziej jednobarwny. Warto więc pobawić się kolorami.

5. Zamontujmy ciepłe oświetlenie. Szerokim łukiem omijajmy żarówki w odcieniu zimnej bieli, która niepotrzebnie „wychładza” pomieszczenie. A przecież ma być ciepło, pogodnie, promiennie i przyjemnie. Ten punkt jest dla mnie nie do zbicia. Zimne światło równa się zimne pomieszczenie. Przy chłodnym (magazynowym) oświetleniu nawet najbardziej przytulne pomieszczenie odstrasza. Kiedy jakiś czas temu omyłkowo wkręciliśmy taką właśnie żarówkę, nie mogłam pozbyć się wrażenia, że właśnie zawitaliśmy do chłodni, supermarketu lub magazynu. Inne nieco bardziej jaskrawe skojarzenia pozwolę sobie przemilczeć. A poniżej materiał poglądowy: to samo wnętrze opatrzone dwoma rodzajami światła. Które wydaje się przyjemniejsze?

6. Wrażenie przytulności spotęguje wygodna, „zapadlista” kanapa.

 

Mityczna „zapadlistość” nie jest tutaj warunkiem koniecznym. Zupełnie odwrotnie ma się rzecz z wygodą tegoż siedziska. Sofa ma naturalnie pieścić oko, ale i dawać uczucie wygody. Ma się chcieć na niej siedzieć, leżeć, a nawet drzemać. My „rzuciliśmy się” na dwie sofy i nie ma dnia, żeby ktoś się na nich nie wylegiwał. To tutaj dzieci z mamą czytają książeczki albo wcielają w życie swoje małe szaleństwa, tutaj się gromadzimy na pogaduchy albo po prostu leżymy do góry brzuchem.

 

 7. Połóżmy na niej miękkie poduchy.

Jeśli jest to obiekt skórzany (uwaga: zweryfikowane doświadczalnie!), to pozostaje nam mieć w pogotowiu miękki koc. Ewentualnie zarzućmy na ów obiekt kawałek miękkiej tkaniny, futerka, w każdym razie czegoś, co odizoluje nas od zimnego siedziska.

8. Nadajmy wnętrzu życia, intymności i prywatności. Powieśmy zdjęcia, obrazki (Patrz: punkt nr 1),. Pamiętajmy też o sile zieleni – kwiaty zdecydowanie ożywią przestrzeń.

 

9. Wyeksponujmy niektóre elementy światłem, a wieczorem nasze wnętrze zyska inne oblicze i ożyje na nowo. I wcale nie musimy wykuwać w ścianie szczelin na nowe przewody, żeby „rzucić” światło na jakiś obrazek czy fotografię. Wystarczy podpiąć do gniazdka małą lampkę, postawić ją choćby na podłodze koło donicy z kwiatem. Jedno cyk i kwiat lśni w całej okazałości.

Generalnie małe lampki, lampioniki czy reflektorki dają morze możliwości i potrafią zaczarować wnętrze, a w dodatku można nimi eksponować najróżniejsze miejsca czy przedmioty. Kinkiet przymocowany do ściany nie daje już tyle swobody – zawsze będzie świecił w tym samym miejscu. Co prawda zawsze możemy zmienić podświetlany obiekt, a w ostatecznym wypadku wariować z typami kinkietów (światło skupione zastąpić na przykład rozproszonym lub odwrotnie), ale po co wdawać się w zbędne koszty… Ja osobiście stawiam na światło przenośne.

10.Zawsze miejmy pod ręką świece, świeczniki, wkłady

przytulny salon świece wkłady

 

To te detale sprawią, że każdy salon zyska o zmroku inne kameralne i niezmiernie urokliwe „oblicze”.

 

Zapisz

Skomentuj

Dodaj komentarz