Zaciszaki. Komedia rodzinna Odc. 5

zaciszaki komedia rodzinna

Zacieszka ma dylemat

– Zacieszko, wkładaj buty. Zaraz wychodzimy – mówi tata Zaciszny.

Zacieszka z pewnym ociąganiem kieruje się w stronę przedpokoju. – A Pimpek? – pyta po chwili.

– Jest, siedzi tutaj ze mną – odpowiada tata wskazując na kudłaty gałganek, przypominający psa.

– A Zacieszek?

– Śpi. Idziemy sami.

– A Pimpek?

– Też idzie – mówi mechanicznie tata.

– A mama?

– Mama zostaje z Zacieszkiem. No chodź już. Czapka… szalik… kombinezon…  – wylicza kolejno tata. – No! Wszystko gotowe. Idziesz wreszcie?

W odpowiedzi słyszy tubalne – Nie! Nie wszystko gotowe! Nie ma moich butów! – Zacieszka tupie małą kończyną, która w tym momencie wydaje się mieć siłę słonia.

Tata popada w popłoch. Jak to? Przed chwilą tu były!? Ufff… ulga… – Są. Proszę się przyodziać – dyryguje tata.

–  Nie! To nie te! – wypala Zacieszka i niczym błyskawica wystrzela z przedpokoju. Na schodach słychać tupot kopytek.

Tata z trudem przełyka ślinę. –  Tylko spokojnie… Głęboko oddychać… –  mruczy pod nosem. Pośpiesznie zaczyna liczyć 1… 2… 3… … … …

–  Tutaj są moje buty!

Tata budzi się z letargu. Zacieszka stoi w progu. W małych oczkach płonie ogień satysfakcji.

–  Oooo tu! Te buty zakładam. Zacieszka podtyka czubek buta pod sam nos taty Zacisznego.

Tata otrząsa się. Przy samym czubku nosa widzi różowe tasiemki. Przeciera oczy. Nie dowierza.

Zacieszka oddala rączkę, wkłada przyniesione trzewiki i paraduje niczym generał na defiladzie. Krąży po całym przedpokoju. Tam i z powrotem, tam i z powrotem.

– Zacieszko! – wypala tata. – Jest zima! Zdejmuj te chodaki i wkładaj gumofilce!

– Idę w tych! Te mi się podobają! – oświadcza Zacieszka.

Tata 1… 2… 3… – Zacieszko , na dworze leży śnieg. Sandały nosimy latem.

– Idę w tych, bo są ładne!

1… 2… 3… – Zacieszko. Jest bardzo zimno. Zmarzną ci nogi.

– Nie zmarzną!

1… 2… 3… – Jest mróz! To nie lato! Latem nosimy sandały! Teraz gumofilce!

– Gumofulce są be! A sandałki są takie pięęęęękne – rozaniela się Zacieszka.

1… 2… 3… 1… 2… 3… Choroba! Liczenie nie działa! –  Wkładaj gumofilce! – wypala tata.

–  Nie, nie, nie! Nie lubię gumofulców! Lubię sandały! – Zacieszka wydyma policzki jak balon. Stoi sztywna niczym żołnierz na warcie. Zastyga w bezruchu.

Nagle w drzwiach wyłania się postać mamy Zacisznej.

– Co wy tu jeszcze robicie?! Mieliście wyjść pół godziny temu! A Tobie co? – mówi patrząc na tatę Zacisznego.

Tata dyszy. Jego twarz nabiera rumieńców. Staje się purpurowa. Oczy rozbiegane.

Zacieszka stoi niczym monument. Po chwili posąg przemawia:

– Tata każe mi nakładać te brzydale! – ze wstrętem wskazuje na śniegowce.

– Zacieszko. Ależ one są piękne – mówi mama.

– Nie!

– Spójrz, jaki ładny wzorek.

– Fe!

– Są niebieskie, a to twój ulubiony kolor

– Nie! Nie lubię

– Wczoraj jeszcze lubiłaś…

– Nie! Nie lubię niebieskiego!

– Patrz! Motylek na nich usiadł. Macha skrzydełkami do ciebie.

W tym momencie tata baranieje. Wybałusza oczy. Gdzie? Jaki motyl?

Zacieszka spogląda z zaciekawieniem. Przetwarza…

– Aaaa jaki ma kolor?- dopytuje.

– Jest niebieski.

– O jakiiiii pięęęękny – rozpływa się, po czym zmienia pośpiesznie buty i wkłada kombinezon.

Tata mechanicznie narzuca na siebie płaszcz.

– Dom wariatów – fuka na pożegnanie. Wychodzą.

Skomentuj

2 Replies to “Zaciszaki. Komedia rodzinna Odc. 5”

  1. Świetna ręka pisze te teksty:-)
    Pozdrawiam

    1. mamy też drugą (rękę), ale nie chce tej pierwszej robić konkurencji 😉 Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz